Rozdział 24

Lucas złamał wszystkie możliwe przepisy drogowe, jadąc gdzieś na drugi koniec miasta. Dzielnica miasta, w której obecnie się znajdowaliśmy nie należała do bogatszych. Przy ulicach stały szare, małe domki, było tu mało traw i drzew. Wszędzie panowała smutna szarość. Nawet grupka dzieciaków, które palili papierosy, siedząc na krawężniku, była dziwnie szara i przytłumiona.

Zatrzymaliśmy się przed jednym z niczym niewyróżniających się domów. Spojrzałam na Luke, a następnie przeniosła wzrok na mały domek. Dookoła panował spokój, jednak nie należał on do tych przyjemnych, raczej do tych pełnych napięcia i niepokoju.

Lucas zapytany przeze mnie o Chrisa, odpowiedział tylko, że kiedyś byli przyjaciółmi. Jednak los chciał, żeby ich ścieżki się rozeszły. Nie mówił o Christopherze źle, wręcz przeciwnie – mówił w taki sposób, jakby był dla niego kimś ważny, kimś, kto wiele dla niego zrobił. Może też dlatego Luke teraz wyglądał tak, jakby miał komuś przyłożyć w twarz.

Kiedy stanęliśmy przed brązowymi obdrapanymi drzwiami do domu Chrisa, ponownie na siebie spojrzeliśmy. Luke nie protestował, kiedy wysiadłam z auta i poszłam razem z nim. Nie chciał wszczynać kolejnej kłótni. A ja nie miałam siły na kolejną sprzeczkę. Czułam już i tak zbyt wiele adrenaliny i strachu w moich żyłach. Gdy Lucas zapukał do drzwi, odpowiedziała nam martwa cisza. Ponowił próbę, jednak i tym razem nikt nie pofatygował się, by nam otworzyć. Chłopak przeklął i rozejrzał się po małym ogródku.

– Jest jego samochód, więc i on musi być w domu – mruknął tylko i ponownie uderzył w drzwi.

Znów nikt nie odpowiedział, a Luke coraz bardziej się niecierpliwił. Położyłam dłoń na klamce i nacisnęłam. Drzwi ustąpiły bez żadnego oporu i mogliśmy zobaczyć zagracony korytarz. Luke pierwszy wtargnął do środka, krzycząc imię swojego przyjaciela, natomiast ja zostałam w małym korytarzyku i niepewnie przestępowałam z nogi na nogę, czekając na dalszy rozwój wydarzeń.

Coś tutaj nie grało. Nie umiałam określić co, ale coś zdecydowanie było nie tak. Chris nie odpowiadał na wołania Luke'a, mimo że potencjalnie powinien być w domu, bo jego samochód stał na zewnątrz. Poza tym otwarte drzwi wejściowe wyglądały równie podejrzanie.

– Nigdzie go nie ma! – krzyknął do mnie Luke gdzieś z głębi domu.

Jęknęłam poddenerwowana i rozejrzałam się po ciasnym przedpokoju i korytarzu. Było tutaj mnóstwo papierów i kartonów, drzwi od szafy były otworzone, a jej zawartość wysypywała się na podłogę. Zrobiłam kilka kroków na przód i zatrzymałam się gwałtownie.

– Luke! – wrzasnęłam głośno.

Po mojej lewej stronie znajdowały się uchylone drzwi, przez szparę mogłam zobaczyć jasne płytki. Już miałam tam wejść, gdy mój wzrok zarejestrował, że na jasnych płytkach znajdowała się bordowa ciecz. Momentalnie cofnęłam się kilka kroków, wpadając na szafę.

– LUCAS!

Hemmings pojawił się obok mnie za kilka sekund i spojrzał na drzwi, w które wbiłam przerażony wzrok. Nie zawahał się ani chwili. Popchnął drzwi i wkroczył do środka. Martwa cisza panująca dookoła nas stała się cięższa niż wcześniej. Luke stał w drzwiach i zasłaniał mi widok na wnętrze pomieszczenia. Nie ruszał się, nie drgnął mu nawet jeden mięsień.

Biorąc głęboki wdech, ruszyłam spod szafy. Nie chciałam tam wchodzić. Pragnęłam wziąć nogi za pas i już nigdy tu nie wracać. Miałam dosyć ciężkiego zapachu zgnilizny i przerażającej ciszy, która panowała między ścianami tego mieszkania. Krew szumiała mi w uszach, gdy niepewnie dotknęłam ramienia Luke'a, by zrobił mi miejsce.

– Luke? – wyszeptałam coraz bardziej panikując.

Nawet nie drgnął.

– Wyjdź stąd jak najszybciej.

Chciałam go posłuchać. Pierwszy raz w życiu, wiedziałam, że powinnam zrobić to, co mi kazał. Tylko nie mogłam. Moje nogi nie pozwoliły mi na to. Stałam w miejscu, z dłonią na ramieniu Lucasa, ponieważ czułam, że nie mogłam go tutaj zostawić. To głupie uczucie nie miało żadnego sensu, jednak zawładnęło mną i nie umiałam go przezwyciężyć. Zamiast odwrócenia się i opuszczenia tego domu, stanęłam na palcach i spojrzałam ponad ramieniem Luke'a na łazienkę.

– Boże – wyrwało się tylko z moich ust.

Cała łazienka była ubrudzona bordową lepką cieczą. Lustro, wanna, umywalka, podłoga, ręczniki. A pośrodku leżała postać człowieka.

Zacisnęłam powieki i mocniej złapałam się ramienia Lucasa. Mój mózg jednak wciąż wyświetlał mi obraz masakry, która znajdowała się kilka centymetrów przede mną. Uścisk w żołądku spowodował, że zrobiło mi się niedobrze.

To nie mogło dziać się naprawdę.

– Musimy stąd iść – powiedziała, nim moim ciałem targnął szloch. – Luke! Musimy stąd iść! Słyszysz?! – Moje krzyki nie przynosiły żadnych rezultatów. – Nie możesz już mu pomóc. Proszę, Luke, musimy uciekać.

Szarpałam go za rękaw od bluzy, głośno szlochając. Nie mogliśmy tu dłużej zostać. Ja nie mogłam. Nie mogłam patrzeć na martwe, zakrwawione ciało człowieka. Nie mogłam znieść widoku jego martwych oczu utkwionych w suficie. Miałam wrażenie, że zaraz zwymiotuję. Może przeczucia się sprawdziły. Wszystko było nie tak.

Nawet gęsta cisza dookoła nas została zakłócona przez dziwny odgłos.

– Luke, słyszysz to? – spytałam, próbując opanować swój głośny szloch.

Wsłuchiwał się w ten odgłos przez kilka sekund. Kiedy spojrzał mi w oczy, wiedziałam już, że jest bardzo źle.

– Uciekaj, już! – wrzasnął i sam rzucił się do ucieczki.

Wyrzut adrenaliny sprawił, że resztkami sił znalazłam się na zewnątrz budynku w kilka chwil. Odgłos pikania rozbrzmiewał w moim mózgu wciąż na nowo i na nowo, powodując, że biegłam jeszcze szybciej. Zimne palce Lucasa, które ściskały moją dłoń nagle znikły, więc odwróciłam się. Stał przed domem swojego przyjaciela i ciężko oddychał. Patrząc na jego twarz, zrozumiałam, że żegnał się z Christopherem, by za chwilę ponownie rzucić się do ucieczki.

Otwieraliśmy drzwi do samochodu Luke'a, gdy ogromny huk rozdarł grobową ciszę. Gorące powietrze uderzyło mnie w twarz, a hałas sprawił, że upadłam na kolana. Kilkanaście metrów przed nami w miejscu, gdzie stał dom Christophera, była teraz jedna wielka kula ognia i dymu. Obraz przed moimi oczami zamazał się i poczułam pieczenie w gardle. Minęło kilka sekund nim pierwsze oszołomienie minęło i zastąpiła je panika. Krzyk Luke'a przebił się do mojej świadomości, zmuszając mnie do podniesienia się i wejścia do samochodu. Nie minęło kilka sekund, a my już zostawiliśmy dom Christophera w tyle za nami.

Oboje byliśmy zbyt oszołomieni tymi wydarzeniami, żeby odezwać się choć słowem. Pozwoliłam sobie na cichy płacz, wciskając głowę w siedzenie. Nie znałam Chrisa, jednak to nie zmieniało faktu, że kolejna niewinna osoba ucierpiała przeze mnie. Wyrzuty sumienia zwielokrotniły się, gdy na chwilę spojrzałam w oczy Luke'a. Jego przyjaciel zginął przeze mnie.

Lucas zatrzymał samochód na poboczu i zacisnął oczy. Gdy je otworzył, moje serce boleśnie zabiło. Uczucie bólu w błękitnych oczach rozrywało moje serce na strzępy. Pierwszy raz widziałam tak intensywne uczucie. Lucas nie próbował udawać, że nic się nie stało. Widział swojego przyjaciela martwego. Mimo że milczał, mogłam wyczytać z jego twarzy, że obwiniał siebie za to, co się wydarzyło. Że przyjechał za późno i nie zdążył mu pomóc. Jego wargi drgały, jakby chciał głośno załkać, jednak nie wydał z siebie żadnego dźwięki. Posłał mi ostatnie spojrzenie i wyszedł z samochodu.

Otarłam łzy i chciałam wysiąść za nim. Nie zrobiłam tego. Lucas stał kilka metrów przed samochodem i zaciskał pięści na swoich włosach. Cierpiał. Nie ukrywał tego. Był kolejnym kruchym człowiekiem, którego przerastał świat i który cierpiał. Jak mogłam brać go za człowieka wyzutego z uczuć, skoro on je tylko chował pod maską obojętności? Każdy z nas ma uczucia, więc dlaczego sądziłam, że Luke ich nie miał? Żałowałam, że musiała się wydarzyć tak straszna rzeczy, żeby zrozumiała, że Lucas Hemmings był rozbity i zagubiony w swoich życiu jak nikt inny. Udawał, że wszystko ma pod kontrolą i nic go nie złamie. Nawet przebywanie w tak okrutnym świecie nie mogło go zahartować przed śmiercią przyjaciela. Mur, który stawiał, by odgrodzić swoje uczucia pękł. Nie był już tym samym Lukiem, z którym miałam do czynienia na szkolnym festynie czy na wyścigach samochodowych. Był słabym i zniszczonym emocjonalnie człowiekiem.

Objęłam się ramionami i patrzyłam jak Luke wciąż ciągnie się za włosy, jakby chciał sprawić sobie ból, by choć przez chwilę nie musieć odczuwać palącego cierpienia w jego sercu. Palenia nasiliło się również w moim sercu. Nie potrafiłam udźwignąć tego, co działo się w moim życiu. Niewinni ludzie cierpieli przez moją przeszłość. Nie mogłam uciec od tego, co mnie spotkało. Przeszłość jednak powinna dorwać tylko mnie, a nie ludzi, który przypadkowo mieli ze mną coś wspólnego. Przed oczami wciąż widziałam bladą twarz Christophera i czerwoną ciecz, którą ociekała jego łazienka. Tylko potwór mógłby zrobić tak okrutną rzecz. A Gacy był potworem.

Kiedy Luke wrócił do samochodu znów miał kamienny wyraz twarz, jednak jego przekrwione oczy oznaczały, że próbował odbudować mur w swoim umyśle, który kilka minut temu runął.

Chciałam coś zrobić. Cokolwiek. Byleby tylko nie musieć patrzeć w jego oczy.

– To nie twoja wina – powiedział cicho i odwrócił wzrok.

Zacisnęłam zęby, a kolejne łzy popłynęły z moich oczu. To była moja wina. Wszystko, co działo się w ostatnim czasie było moją winą. Świadomość, że tylu ludzi cierpiało przeze mnie była jak gwóźdź wbity w mój umysł. Myślałam o tym każdego dnia i każdego dnia chciałam to wszystko jak najszybciej zakończyć. Zrobić to, co już dawno powinnam była zrobić. Stawić czoła swojemu koszmarowi i przestać uciekać.

W domu The Snipers byli wszyscy jego członkowie, nawet Jared. Domyśliłam się, że czekali na nas, a gdy tylko nas zobaczyli, od razu ich miny stężały.

– Chris nie żyje. – Głos Luke'a był beznamiętny.

Usiadłam koło Daniela i zacisnęłam oczy, słuchając, jak Luke opowiadał o tym, co się stało. Nie chciałam widzieć ich twarzy. Bałam się, że zobaczyłabym na nich emocje, które niedawno widziałam na twarzy Luke'a. Nie zniosłabym tego.

Wszyscy długo milczeli. A ja uparcie zaciskałam powieki, wyobrażając sobie, że wcale mnie tu nie ma. Jednak byłam częścią tego.

– Musimy znaleźć skurwiela, który go zabił – odezwał się w końcu Ashton.

– Nie wiemy, kto go zabił – wtrącił Calum.

– Wiemy. To Gacy.

Wbili we mnie swoje oczy. Najwidoczniej nie spodziewali się, że zabiorę głos.

– Dlaczego on miałby to robić? – spytał Calum. – Chris nie był w to zamieszany.

– Może coś wiedział... – Zamyślił się Jared. – Przecież nikt nie wrobiłby go w gwałt bez żadnej przyczyny. Chris może spieprzył kilka spraw, ale zawsze dbał o nasze interesy. Może wiedział zbyt dużo i dlatego Gacy się go pozbył? – Nikt nie wydawał się przekonany co do jego teorii, więc ciągnął dalej. – Pomyślcie tylko. Gacy wiedział, że my jako pierwsi dowiemy się, że ktoś wrobił Chrisa i pojedziemy do niego. Pozbył się nie tylko Chrisa, ale całego jego domu, wszystkich dokumentów i komputerów.

– Nie rozumiem – wyznałam cicho i zmarszczyłam brwi. – Dlaczego nie wysadził jego domu od razu, albo nie zabrał ze sobą jego rzeczy? Poza tym nie rozumiem, jak udało mu się wysadzić jego dom. Stałam w korytarzu kilka minut i nie słyszałam odgłosu pikania, pojawił się dopiero, gdy zobaczyliśmy...

– Jak weszliśmy do łazienki – dodał Lucas i zerknął na mnie. – Otwierając drzwi, uruchomiliśmy ładunek.

– On nie chciał pozbyć się tylko Chrisa – powiedział Xavier.

Znów zapanowała cisza. Chłopaki posyłali sobie spojrzenia, a ja domyśliłam się, że coś planują. Pewnie jeszcze kilka dni temu chciałabym wiedzieć co, ale teraz pragnęłam znaleźć się jak najdalej stąd. Nie byłam częścią ich rzeczywistości i nie chciałam słuchać o odwecie, który prawdopodobnie zamierzali podjąć.

– Michael. – Xavier skinął do przyjaciela, a ten od razu zrozumiał, o co chodziło.

Ja też, więc wstałam i wyszłam z pokoju, nie patrząc na żadnego z nich.

– Przykro mi z powodu Chrisa – wyszeptałam po kilku minutach jazdy. Czułam, że byłam im winna chociaż tyle. – Przykro mi, że przeze mnie...

– Delilah.

– Ktoś musi powiedzieć to na głos, Mike. Gdyby nie ja, Chris wciąż by żył.

Michael westchnął i zerknął na mnie kątem oka.

– Delilah, to nie Gacy zabił Chrisa i podłożył ładunek...

– Co? Ale...

– Posłuchaj, Gacy nie jest sam. Daniel miał rację, współpracuje z kimś, a my domyślamy się z kim. Na razie tylko tyle mogę ci powiedzieć.

Ta informacja zmroziła mi krew w żyłach. Dlaczego Gacy miałby kogoś potrzebować? Po co cała ta szopka? Dlaczego nie skupił się tylko na dorwaniu mnie, a zamiast tego na niewinnych ludziach? To nie miało dla mnie w tej chwili sensu. Po co to wszystko?

– Czy to ten gang motocyklistów? – spytałam. – Czy może ten Singh, o którym kiedyś mówiłeś? Kim on jest?

– Singh był kiedyś jednym z nas, ale... hm... rozdzielił nas konflikt interesów. Dostał od nas ostrzeżenie i miał nam nie wchodzić w drogę, ale ostatnio coraz częściej pojawia się w mieście. – Zamilkł, ponieważ zdał sobie sprawę, że wyjawił mi za dużo.

– To on miał kopię mojego prawa jazdy. – Przypomniałam sobie.

Mike skinął głową, ale nic nie powiedział.

– Po co mu ona była?

Zapytałam choć powoli domyślałam się odpowiedzi.

– Mike, muszę wiedzieć. Czy on współpracuje z Gacym?

Skrzywił się i westchnął. Zdawałam sobie sprawę, że Xavier zabronił im mówić mi o takich rzeczach, ale ta sprawa dotyczyła mnie i miałam prawo wiedzieć.

– Prawdopodobnie tak. Nie wiemy tylko skąd wziął twoje prawo jazdy. Mieliśmy go cały czas na oku, a on nie kręcił się nawet w twoim pobliżu.

– Więc od kogoś musiał je dostać – wyszeptałam. Coraz więcej rzeczy nabierało sensu. – A to oznacza, że Gacy i Singh mają jeszcze jednego wspólnika.

– Kogoś, kto włamał się do szkolnego sekretariatu i twojego domu.

Wstrzymałam oddech. Tego było za dużo. Zdecydowanie za dużo. Mój umysł pracował na najwyższych obrotach, starając się rozgryźć tożsamość trzeciej osoby, którą znałam. Jednak nikt nie pasował mi do tego opisu. Żaden z moich przyjaciół i bliższych znajomych nie mogli współpracować z kimś takim, jak Gacy.

– Problem w tym, że powoli kończą nam się tropy i nie mamy punktu zaczepienia – wytłumaczył mi Mike.

– Może Jessika bedzie coś wiedzieć. – Zamyśliłam się. Bałam się ponownego spotkania z nią, ale to, co wiedziała mogło mieć kluczowe znaczenie. – W końcu go widziała, może mogłaby nam jakoś pomóc.

– Możesz spróbować – odparł tylko.

Mike nie wyglądał dobrze. Ten dzień był ciężko dla nas wszystkich i cieszyłam się, że wreszcie dobiega końca. Choć zdawałam sobie sprawę, że jutro rano nic się nie zmieni, będzie mogło być tylko gorzej.

Mike zatrzymał się pod moim domem i spojrzał na swój telefon. Uważnie obserwowałam jak wyraz jego twarzy ulega zmianie. Po chwili przeniósł wzrok na mnie.

– Dan zostaje u nas na noc.

Pokiwałam głową, czując mdłości.

– Dobrze by było gdybyś jutro została w domu – dodał.

Popatrzyłam na niego z przerażeniem.

– Michael, nie wiem, co planujecie, ale proszę, nie pozwól, by Danielowi stała się krzywda. – Wbiłam swoje oczy w twarz Michaela, wysyłając mu niemą prośbę.

– Nie martw się. Daniel nie da się zabić, wiedząc, że wciąż grozi ci niebezpieczeństwo.

~~~~~~~~~~~~~~

chciałabym podziękować wszystkim, którzy wciąż tu są

nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy

widzimy się wkrótce

Minette

Rozdział 23

 – HELLS ANGELS? – ryknął Ashton, patrząc na mnie spod zmarszczonych brwi.
Cofnęłam się o krok, wystraszona jego wybuchem.
– Skąd to wiesz? – Xavier przyglądał mi się podejrzliwie.
– Gdzieś już to widziałam – odpowiedziała, starając się nie pokazywać, że powoli zaczynali mnie przerażać. – Nie wiem, gdzie. Nie pamiętam, ale widziałam już gdzieś ten znak. – Dodałam zaraz, wiedząc, że o to zapytają.
– Pierwszy raz słyszę tą nazwę – wymamrotał Calum.
– Nowi w okolicy? – Michale uniósł brwi do góry.
– Nie tacy nowi – wtrącił Ashton. – Kręcą się tutaj już od jakiegoś czasu, ale teraz dopiero nam się przedstawili.
Chłopaki wymienili między sobą znaczące spojrzenia. Odniosłam wrażenie, że porozumiewają się bez słów. Za chwilę Michael westchnął i powiedział:
– Odwiozę cię do domu. – Spojrzał na mnie. – Nie czekajcie na mnie – dodał, patrząc na Xaviera.
Jeszcze przez chwilę stałam, wpatrując się w wielkie graffiti na drzwiach garażu, aż w końcu odwróciłam się i ruszyłam za Michaelem. Chciałam zapytać, co mają zamiar zrobić i po co w ogóle miałam tu przyjeżdżać, skoro chcieli się mnie stąd pozbyć. Daniel posłał mi przelotne spojrzenie i wszedł do domu zaraz za Calumem.
– Delilah – odchrząknął Mike, kiedy zamiast wsiąść do auta, stałam przed nim i wgapiałam się w litery HA.
– Naprawdę nie wiem, gdzie to widziałam – zaczęłam, gdy zapięłam pas bezpieczeństwa. – Może gdzieś na jakimś murze, nie wiem. Teraz niczego przed wami nie ukrywam.
Próbowałam się wysilić i przypomnieć sobie cokolwiek związanego z tym graffiti. Naprawdę zależało mi na tym, żeby im pomóc. Robiłam to ze względu na mojego brata, który teraz zadawał się z The Snipers. I patrząc na zmartwioną minę Michaela, przyznałam w duchu, że w pewnym sensie też dla niego.
– Wiem, Delilah. Nie wiń Ashtona za jego wybuch, teraz wszyscy jesteśmy zdenerwowani. Pewnie wiesz, że na ostatnich wyścigach pojawiła się policja, ktoś dał im cynk, czyli równie dobrze może podać nasze nazwiska glinom na tacy. Do tego to całe Hells Angels. – Pokręcił głową. – Jesteśmy trochę zdezorientowani.
W milczeniu patrzyłam przed siebie, śledząc wzrokiem białe paski na asfalcie, które znikały pod samochodem. Nie miałam ochoty na rozmowę, ale z drugiej strony czułam potrzebę porozmawiania z Michaelem.
– A ty? – Mike zerknął na mnie.
– Ja też jestem zdezorientowana.
– Jak się trzymasz? – Ponownie obrzucił mnie spojrzeniem, żeby za chwilę znów przenieść wzrok przed siebie.
Odwróciłam głowę w stronę okna, wzdychając cicho.
– Jestem zdezorientowana – powtórzyłam.
Mike westchnął.
– Co mam ci powiedzieć, Michael? Że całymi dniami zamartwiam się o moich bliskich?
Ostatnio tak dużo się działo, że nawet nie miałam czasu na rozmyślanie o tym, co czułam. Nie zdołałam sobie poukładać tego wszystkiego w głowie; podsłuch w domu, podpalenie samochodu taty, spotkanie z gangu motocyklistów i nieodparte wrażenie, że ich szef mnie znał, tajemnicza dziewczyna, którą prawdopodobnie przed nimi ocaliłam, świadomość tego, że Daniel bierze udział w nielegalnych wyścigach, wykradnięcie teczki Xaviera, Hells Angels. Nie wspominając już o Lucasie Hemmingsie, który od czasu do czasu pojawiał się w mojej głowie ze swoimi wkurzającym uśmiechem na ustach.
– Co teraz zrobicie? – spytałam po chwili ciszy.
Michael przez moment zastanawiał się na odpowiedzią.
– Pewnie znajdziemy ich i zrobimy małe porządki. – Spojrzał mi w twarz i zmarszczył brwi. – Nie chciałem cię wystraszyć, Delilah. Tym się po prostu zajmujemy i nie umiem mówić o tym w bardziej delikatny sposób.
– O tym nie da się mówić w bardziej delikatny sposób. – Przełknęłam ślinę i odgarnęłam kosmyki z twarzy. – Nie potrafię się do tego przyzwyczaić, tym bardziej, że wychowywałam się w świecie prawników i... gdyby mój tata wiedział, w co się wpakowałam... Nie tego mnie uczył. – Pochwyciłam spojrzenie zielonych oczów Michaela i ciągnęłam dalej. – Wiem, że to, co robicie nie jest do końca legalne i wiem, że zrobiliście wiele złych rzeczy, ale... nic nie dzieje się bez przyczyny. Widzę to na przykładzie Daniela. I... nie umiem sobie wyobrazić ciebie, robiącego krzywdę komuś innemu. Ufam ci, Mike. Nie wiem, dlaczego, ale wiem, że nie mogę ci ufać. Poza tym, nie jesteście chyba aż tak okropni, skoro uratowaliście mój tyłek już kilka razy? – Spróbowałam zażartować, ale nikomu nie było do śmiechu.
Mike tylko wymusił krzywy uśmiech.
– Nie mogę uwierzyć w to, że ktoś z moich przyjaciół może w jakiś sposób współpracować z Gacym... – wyszeptałam po chwili ciszy. – Znam swoich przyjaciół, oni nie mogliby...
– Skąd masz pewność, że robią to dobrowolnie? Znam różnych popaprańców i uwierz mi, mogą posunąć się naprawdę daleko, byleby tylko osiągnąć cel.
Zmarszczyłam brwi, myśląc o moich znajomych. Przywoływałam w myślach wspomnienia z nimi z ostatnich tygodni, ale nie zauważyłam niczego podejrzanego w ich zachowaniu. Byli tacy, jak zawsze, trochę szurnięci i nieodpowiedzialni, ale nie zachowywali się tak, jakby chcieli mojej krzywdy.
– To moi przyjaciele...
Michael milczał przez dłuższy czas. Oboje nie wiedzieliśmy, co mamy powiedzieć, choć zapewne mieliśmy sobie dużo do powiedzenia.
– Załóżmy, że faktycznie ktoś z nich donosi Gacy'emu, kogo byś podejrzewała? – Na chwilę spojrzał mi w oczy, jakby chciał zobaczyć w nich odpowiedź.
– Nie wiem – odpowiedziałam. – Myślałam o tym długo i nie wiem, Mike.
Chłopak marszczył brwi, zastanawiając się nad czymś intensywnie.
– To nie ma sensu – odparł w końcu.
Oparłam głowę o zagłówek i przymknęłam oczy. Marzyłam o tym, by znaleźć się jak najdalej stąd. Jednak wciąż tu tkwiłam i na nowo wracałam do tego, co wydarzyło się w ciągu ostatnich tygodni.
– Może to ci motocykliści? – zmarszczyłam brwi. – Calum mówił, że ich wcześniej nie widział, ale oni musieli kręcić się tutaj dużo wcześniej.
Mike zmrużył oczy, myśląc nad moimi słowami.
– Kiedy zorientowaliście się, że pojawił się ktoś nowy w mieście?
– Niedawno – odpowiedział, zbity z tropu moim pytaniem. – Jakieś dwa miesiące temu.
– Dwa miesiące temu dowiedziałam się o 'samobójstwie' Gacy'ego.
Spojrzeliśmy na siebie. Chyba myśleliśmy o tym samym. Te dwie sprawy nie mogły przypadkowo zbiec się w czasie.


*


– Delilah.
Podniosłam oczy znad miski płatków na mojego tatę i uniosłam brwi do góry.
Wyglądał tak, jakby nie przespał kilku nocy z rzędu. Na jego twarzy malował się wyraz zmartwienia i smutku. Wydawało mi się, że ma dla mnie jakieś złe wieści.
– Nie wiem, czy powinienem cię o to prosić – zaczął i spojrzał mi w oczy tak, jakby chciał mnie przeprosić. – Ale nie mam pojęcia, co mógłbym zrobić innego. Wydajesz się jedyną odpowiednią osobą.
– O co chodzi, tato?
Zaczęłam się denerwować, widząc, jak tata z trudem dobiera słowa.
Milczał przez dłuższą chwilę, co tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że nie ma mi nic dobrego do powiedzenia lub to, o co mnie chciał prosić, przerastało nawet jego.
– Chodzi o córkę Henry'ego...
– O Jess? – Zmarszczyłam brwi.
Skinął głową.
– Widzisz, kilka dni temu została napadnięta i... – urwał, patrząc mi prosto w oczy.
Przez pierwsze kilka chwil nie mogłam dopuścić do siebie myśli, że Jess mogło stać się coś tak okropnego.
– Nie – wyrwało się tylko z moich ust.
– Nam wszystkim trudno w to uwierzyć – westchnął ciężko. – Dlatego pomyślałem, że mogłabyś z nią o tym porozmawiać. Wiem, że proszę o wiele, Delilah, ale ona sobie kompletnie z tym nie radzi.
Ocierałam łzy, a tata mówił dalej. Zdawało mi się, że sam miał ochotę się rozpłakać.
– Henry i Grace nie wiedzą, co robić. Poprosili mnie o pomoc, chyba nikt nie zrozumie ich tragedii lepiej niż my. – Przełknął ślinę. – Jessica targnęła się na swoje życie, ale w porę ją odratowano, nie chce rozmawiać z psychologiem, siedzi całymi dniami w swoim pokoju i płacze. Nikt nie umie do niej dotrzeć, więc może ty...
Pokiwałam twierdząco głową, zgadzając się od razu. Mimo że nie znałam dobrze Jess, czasem miałam okazję z nią rozmawiać. Jako że nasi ojcowie się przyjaźnili, czasami Jess spędzała u nas popołudnia, gdy Will i Henry prawowali nad sprawą. Jessica zawsze była pełna energii i potrafiła rozśmieszyć każdego dookoła. Chociaż czasem mnie denerwowała swoim nienaturalnym optymizmem, lubiłam ją i nigdy nie pomyślałabym, że spotka ją coś tak okropnego. Że spotka ją to, co spotkało mnie.
– Czy wiadomo, kto to zrobił? – spytałam szeptem.
Tata pokiwał przecząco głową.
Poczułam mdłości.


Wieczorem tego samego dnia pojechałam z tatą do Henry'ego. Siedząc w samochodzie, czułam jak mój żołądek boleśnie się kurczy. Byłam zdenerwowania, ponieważ nie miałam pojęcia, jak zareaguję, gdy zobaczę Jess. Wiedziałam, że będę na nowo musiała powracać do bolesnych wspomnień i na nowo to wszystko przeżywać. Nie byłam na to gotowa. I nie byłam pewna, czy jestem w stanie pomóc Jess przez to przejść, gdy ja sama jeszcze nie uporałam się z przeszłością.
Sam widok rodziców Jess wiele mnie kosztował. Czułam się zupełnie tak, jakby patrzyła na twarze moich rodziców trzy lata temu, widziałam na nich dokładnie te same uczucia bólu, smutku i rozpaczy.
Kiedy zobaczyłam Jessicę, zdawało mi się, że patrzę w lustro. Siedziała na łóżku, miała podpuchnięte od płaczu oczy, jej włosy było niedbale związane w kucyka, obejmowała się ramionami, jakby chciała obronić się przed kolejnym atakiem.
– Czego chcesz? – spytała, widząc mnie w drzwiach jej sypialni. Wyglądała, jakby zobaczyła ducha.
Usiadłam koło niej na łóżku i ścisnęłam jej dłoń, w geście pocieszenia, choć wiedziałam, że to i tak nie sprawi, że poczuje się lepiej. Opowiedziałam jej o tym, że przechodzę przez to samo, co ona, że wiem, jak to jest czuć się bezwartościowym, że doskonale wiem, co oznacza czuć pustkę w środku. Słuchała mnie w milczeniu, a po jej policzkach spływały łzy. Moje serca łamało się na ten widok, ale obiecałam sobie, że nie będę przy niej płakać.
– On powiedział, że zrobi mi jeszcze gorsze rzeczy niż to – załkała. Spojrzała mi prosto w oczy, a mnie przeszedł dreszcz. Widziałam w nich czyste przerażenie. – Delilah... – Szloch targnął jej ciałem. Wpadła w panikę. – On... on... mówił o tobie.
Patrzyłam na nią i nie mogłam się ruszyć. Wstrzymałam oddech, mając nadzieję, że się przesłyszałam.
– On kazał mi ci to przekazać. – Wstała z łóżka i podeszła do jednej z szuflad i wyciągnęła coś z niej.
Siedziałam na jej łóżku i walczyłam ze łzami w oczach. Wszystko dookoła mnie zaczęło wirować, a w uszach zaczęło mi szumieć. Jess drżącą dłonią podała mi kilka kartek. Chwilę czasu zajęło mi odgadnięcie na co patrzyłam, ponieważ nie mogłam uwierzyć, że to działo się naprawdę.
– On powiedział, że jeżeli ci tego nie dam, to zrobi krzywdę moim rodzicom. Powiedział, że mam o tym nikomu nie mówić, bo inaczej... – Nie dokończyła, tylko się rozpłakała.
Gapiłam się tępo w zdjęcia, które trzymałam w dłoniach i czułam mdłości. Zobaczyłam na nich mnie i Chole razem w kawiarni, Daniela z rozciętą wargą, gdy stał przed szkołą, tatę, który właśnie wsiadał do samochodu. Był to dla mnie jasny przekaz, że Gacy trzyma nas wszystkich w garści.
Tylko dlaczego musiał posunąć się tak daleko, żeby dostarczyć mi te zdjęcia? Dlaczego musiał zniszczyć życie niewinnej rodzicie? Dlaczego musiał tak skrzywdzić Jess?
Schowałam te zdjęcia do kieszeni. Jessica mamrotała pod nosem niewyraźne słowa. Cała dygotała, więc objęłam ją ramionami. Nienawidziłam go za to, co nam zrobił, za to, że zniszczył wszystko, co obie miałyśmy. Nie miał prawa jej dotknąć, nie miał prawa jej skrzywdzić, nie miał prawa jej zastraszać. To była sprawa między nim a mną, a nie niewinną Jessicą, która nie miała pojęcia nawet, co on mi zrobił. Posunął się za daleko. Nie mogłam pozwolić na to, by nadal krzywdził innych ludzi. To musiało się wreszcie skończyć.
Poczekałam aż Jess uśnie i dopiero wtedy wyszłam z jej pokoju. Jej rodzice i mój tata czekali na mnie w salonie. Zapewne oczekiwali, że powiem im, że już z nią lepiej, ale nie zamierzałam ich okłamywać. Tata widząc, w jakim jestem stanie, zabrał mnie z ich domu, przepraszając mnie i równocześnie dziękując, że spróbowałam.
– Zawieziesz mnie do Chole? – Nie udawałam, że wszystko gra, ponieważ było zupełnie inaczej. – Potrzebuję rozmowy z nią.
Tata zgodził się od razu i już za kilka minut staliśmy przed domem mojej przyjaciółki. Wysiadłam i skierowałam się do jej drzwi, mimo że nie zamierzałam przez nie wchodzić. Chloe i tak nie było w domu, ponieważ pojechała do Ryana. Po prostu potrzebowałam wymówki, żeby spotkać się z The Snipers, tak żeby tata nic nie podejrzewał.
Zadzwoniłam do Xaviera i poprosiła go, żeby po mnie przyjechał, ponieważ to nie była rozmowa na telefon. Zgodził się i kazał mi czekać tam, gdzie stałam. On sam brzmiał tak, jakby był zdenerwowany i czymś zajęty. On i jego przyjaciele mieli pewnie dużo na głowie. Musiałam jednak opowiedzieć im o tym, co się stało Jess, ale nie wiedziałam, czy mogłam liczyć z ich strony na to, że się tym przejmą. Nadal myślałam o tym, by zadzwonić na policję, ale zdjęcia w kieszeni moich spodni zaczęły mi ciążyć i odpuściłam.
Mijały kolejne minuty, a ja czekałam na Xaviera. Z coraz większym zdenerwowaniem zagryzałam wnętrze swojego policzka i zaciskałam palce na pasku mojej torby. Teraz, kiedy straciłam poczucie bezpieczeństwa, nie lubiłam przebywać sama. Czułam, że wystawiam się mu na tacy.
Kiedy już przestawałam wierzyć w to, że Xavier naprawdę po mnie przyjedzie i miałam zamiar iść na najbliższy przystanek, dobrze znane mi czarne auto wjechało na ulicę. Nie podobało mi się to, że Xavier skłamał i osobiście po mnie nie przyjechał, tylko posłużył się swoim gburowatym przyjacielem.
Wsiadłam do samochodu i zapięłam pas. Wymieniłam krótkie spojrzenie z Lukiem i odwróciłam głowę w stronę okna. Nie miałam zamiaru opowiadać mu o Jess, a przy okazji o tym, co mnie spotkało. Nie chciałam znów widzieć jego wzroku, który wyrażał obrzydzenie.
– Co było aż tak ważne? – spytał zniecierpliwiony moim zawziętym milczeniem i unikaniem kontaktu wzrokowego.
– To nie twoja sprawa. Xavier miał po mnie przyjechać.
– Xavier jest trochę zajęty, więc go zastępuję. O co chodzi?
Luke patrzył na mnie twardym wzrokiem. Wyglądał na wyprowadzonego z równowagi, ale nie wydawało mi się, żebym ja była tego przyczyną.
Westchnęłam ciężko. Oni musieli o tym wiedzieć.
Wyciągnęłam pogięte fotografie, które dała mi Jess, z kieszeni i podałam je Lukowi, gdy staliśmy na czerwonym świetle. Patrzył na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
– Dostałam je od Gacy'ego – wyjaśniłam szeptem. Widząc minę Lucasa, dodałam zaraz: – Znaczy... On zmusił Jessicę, córkę przyjaciela taty, żeby mi je przekazała.
Wyjaśnienie tej sytuacji Lukowi było dla mnie trudne, ponieważ w pewnym sensie wracałam do tego, co mnie również zrobił Gacy. Przed oczami widziałam cały czas skuloną sylwetkę Jess i ogarniała mnie coraz większa rozpacz i złość. Może gdyby wydarzenia sprzed trzech lat potoczyły się inaczej, Jessica nie przechodziłaby teraz przez załamanie psychiczne, nie targnęłaby się na swoje życie. Wiem przez co przechodziła, ponieważ ja sama wciąż musiałam się mierzyć z potwornymi uczuciami każdego dnia. Gacy odebrał mi wszystko. I mimo że miałam myśli samobójcze, nigdy nie przełożyłam w ich w działanie. Ból i nienawiść był nie do zniesienia, ale nie zamierzałam umierać. Ponieważ moje życie było jedyną rzeczą, której ten potwór mi nie odebrał.
– Ona była niewinna – wyszeptałam. Mój głos drżał, a do oczu wciąż napływały łzy, które za wszelką cenę próbowałam przełknąć. – To moja wina, gdyby...
– Czyli ona go widziała? – przerwał mi Luke. – I kazał jej przekazać ci te zdjęcia? Zrobił to wszystko tylko po to, żeby przekazać ci zdjęcia?
– Nie rozumiesz? On pokazuje, że ma mnie w garści, że nie mogę nic zrobić. Jest zdolny do wszystkiego. Skoro zrobił coś takiego Jess, to dlaczego nie mógłby zrobić tego Chloe? – Przycisnęłam dłonie do skroni, by zmniejszyć w nim bolesne pulsowanie.
Hemmings długo myślał nad moimi słowami. Wpatrywał się w drogę, a ja wpatrywałam się w niego. Spodziewałam się, że zapewni mnie, że znajdą tego bydlaka, że on nie ma prawa krzywdzić niewinnych ludzi, jednak Luke milczał.
Przyglądałam się twarzy Lucasa i próbowałam dostrzec choć jedno jej drgnięcie. Minę, która pokaże, że przejmował się tym, co działo się dookoła mnie, że nie jest mu obojętny los Jess. Zamiast tego widziałam tylko ponurą twarz, sine cienie pod oczami i malinowe usta, które od czasu do czasu zaciskały się w cienką linię. Szara cera chłopaka i zmęczenia, które malowało się na jego twarzy wskazywało na to, że nie spał pewnie od kilku dni. Niebieskie oczy, mimo że wciąż twarde i niewzruszone, były nieco zmrużone.
Twarz Luke'a, na którą teraz patrzyłam była czymś nowym. Nie wyglądał wprawdzie na zmartwionego czy wystraszonego, ale wyglądał tak, jakby coś go bolało. Możliwe, że faktycznie tak było. Jednak coś w jego zachowaniu mówiło mi, że tutaj nie chodzi tylko o ból fizyczny. Chodziło o coś poważniejszego.
– Gdzie jedziemy?
Luke oblizał swoje wargi i uciekł wzrokiem w bok. Zastanawiał się nad odpowiedzią.
Czekałam cierpliwie na odpowiedź. Nie miałam już sił na kolejną kłótnię.
-- Do Jareda.
  • *
Jared mieszkał w małej kawalerce w starej kamienicy. Jego mieszkanie było małe, duszne i panował w nim okropny nieporządek. Siedziałam w jego ciasnym salonie i wodziłam wzrokiem po pomieszczeniu. Wszędzie leżały książki i to nie byle jakie książki, wszystkie z dziedziny informatyki, kodowania i innych rzeczy, o których nie miałam pojęcia. Większość z książek była zniszczona, co wskazywało na to, że Jared często z nich korzystał. Musiał być naprawdę bystry, ponieważ byle kto nie dałby sobie rady z takimi trudnymi rzeczami.
Obserwowałam widok za oknem i próbowałam przysłuchać się rozmowie dwójki chłopaków, którzy stali w kuchni i mówili ściszonymi głosami. Zabronili mi być przy tej rozmowie. Nie podobało mi się to, ponieważ chciałam wiedzieć, co się działo i dlaczego przyjechaliśmy akurat tutaj. Coś musiało być na rzeczy, bo i Jared i Luke wyglądali na zdenerwowanych i zaniepokojonych. Może chodziło o nowy gang motocyklistów, może policja siedziała im na karku, a może byli na tropie złapania Gacy'ego. Zostały mi tylko domysły, które doprowadzały mnie tylko do jeszcze większej paranoi.
– O czym rozmawialiście? – spytałam Jareda, gdy ten wszedł do pokoju i podał mi szklankę wody.
– O naszych sprawach – odpowiedział za niego Luke. – Bierz się do roboty, zaczekam. – Zwrócił się do przyjaciela.
Jared posłał mi przelotnie spojrzenie i zniknął w korytarzu, zostawiając mnie samą z Hemmingsem. Luke nie był zainteresowany udzieleniem mi jakichkolwiek wyjaśnień, nawet na mnie nie spojrzał. Zawiesił wzrok gdzieś w przestrzeni i kompletnie ignorował spojrzenie, które w niego wbijałam.
– Dlaczego niczego mi nie mówicie?
Lucas westchnął zrezygnowany.
– A było tak pięknie, gdy milczałaś...
– Chcę wiedzieć. Mam już dość siedzenia z założonymi rękami i patrzenia jak ledwo co radzicie sobie z tym bałaganem.
– Radzimy sobie bardzo dobrze – mruknął Luke, przymykając oczy.
– Właśnie widzę, radzicie sobie cudownie. Nadal nie macie nic o tych motocyklistach, nie macie pojęcia, gdzie jest Gacy, a policja niedługo do was dotrze, bo macie wtyczkę w swoim otoczeniu. Radzicie sobie cudownie.
Hemmings zacisnął zęby. Najwidoczniej nie lubił, gdy ktoś oceniał go i jego przyjaciół, ale miałam to w nosie. Byłam chyba jedyną osobą, która patrzyła realnie na sytuację, mimo że nie do końca wiedziałam, co jest grane.
– Dlaczego nie powiesz mi, dlaczego przyjechaliśmy do Jareda? Znów ma kogoś znaleźć?
– Przestań mówić – jęknął. Siedział z zamkniętymi oczami. Nie wyglądał na szczególnie poruszonego.
– Jak możesz siedzieć spokojnie, gdy Jessice zrobiono coś tak okropnego? Nie obchodzi cię to, że twoi przyjaciele narażają swoje życie? – Wybuchłam. Miałam po dziurki w nosie jego ignoranckiego zachowania. – Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że ktoś ostrzelał samochód Michaela, włamał się na waszą posesję!
– Uwierz mi, zdaję sobie z tego doskonale sprawę. – Otworzył swoje niebieskie oczy i spojrzał na mnie w taki sposób, że miałam ochotę skulić się w sobie. – A twoje ciągłe narzekanie i panikowanie wcale nam nie pomaga. Pakujesz się w kłopoty i sama prosisz się o to, żeby spotkało cię coś złego. Nie powiem ci, co się dzieję, bo nie poradzisz sobie z tym. Jesteś zbyt słaba, by udźwignąć tą sytuację.
Poczułam się tak, jakby ktoś mnie spoliczkował. Można mi było zarzucić wszystko, naprawdę wszystko, ale nie to że byłam słaba.
– Jestem zbyt słaba? – powtórzyłam cicho. Moja dolna warga zadrżała. – Ja jestem zbyt słaba? – Zaśmiałam się histerycznie, uciekając wzrokiem w bok. – O niczym nie masz pojęcia! Nie masz prawa mówić mi, że jestem słaba. Przeżyłam więcej niż ty! Byłam w samym środku piekła. – Zerwałam się z kanapy, kiedy w moich oczach zalśniły łzy. – Patrzyłam, jak wszystko co kocham, zostaje zniszczone! Umierałam każdego dnia, oglądałam cierpienie moich najbliższych i mimo wszystko stoję tu teraz i walczę z tym piekłem ponownie. – Zaczęłam rozpinać guziki mojej koszuli. Lucas obserwował mnie, a na jego twarzy wreszcie zawitało jakieś inne uczucie niż chora obojętność. – Widzisz to? – odsłoniłam swój brzuch i klatkę piersiową. Znajdowało się tam mnóstwo jasnych, wypukłych blizn, które szpeciły moją bladą skórę. – Nie wiesz, jak to jest patrzeć codziennie w lustro i oglądać je, przeżywać cały ten koszmar wciąż od nowa, brzydzić się sobą. O niczym nie masz pojęcia.
Luke rozchylił usta. Wyciągnął dłoń, by dotknąć jedną z blizn na moim brzuchu, ale odsunęłam się gwałtownie. Stałam przed nim całkowicie naga, nie fizycznie, ale psychicznie. Odsłoniłam przed nim moje największe demony, swoje słabości. On mógł zrobić z tym, co tylko zechciał. Mógł mnie wyśmiać, albo jeszcze gorzej – mógł potraktować to obojętnie. Moje cierpienie mogło go w ogóle nie obchodzić. Jednak mimo wszystko powiedziałam mu o nim. Może to sprawiłoby, że brzydziłby się mną trochę mniej.
Pociągnęłam nosem, próbując opanować płacz. Moje ciało dygotało. Byłam rozchwiana emocjonalnie i rozsypywałam się na kawałeczki.
Mina Luke'a było nie do zdefiniowania. Nie umiałam nazwać uczuć, które malowały się na jego twarzy, ale na pewno nie było to współczucie czy zrozumienie. Chciałam, żeby przestał na mnie patrzeć w ten sposób. Czułam się jeszcze bardziej obnażona. Dlaczego nie odwrócił wzroku? Moje blizny były obrzydliwe, każda z nim przypomniała, że ten potwór położył łapska na moim ciele i zostawił na nim pamiątkę po sobie. Jednak on wciąż na mnie patrzył, nawet wtedy, gdy blizny zniknęły pod moją koszulą. Choć wydawać się mogło, że nadal je widział przez materiał. Jego oczy spotkały moje dopiero za kilka chwil i gdy zajrzałam w jego stalowe tęczówki, wzdrygnęłam się. Płonące w nich uczucie było czymś, co sprawiło, że cofnęłam się o krok.
Niech wreszcie przestanie na mnie patrzeć.
Luke otwierał usta, żeby coś powiedzieć, jednak żaden dźwięk nie wyszedł spomiędzy jego warg. Jared wtargnął do pokoju i zatrzymał się gwałtownie widząc naszą dwójkę. Był zdezorientowany.
– O co chodzi? Masz coś? – Luke mimo że zwrócił się do swojego niego, wciąż patrzył na mnie.
Czułam mdłości.
– Christopher Milton – odpowiedział Jared. – To Chris.
Luke pobladł jeszcze bardziej niż wcześniej i pokręcił przecząco głową.
– To niemożliwe, nasz Chris nie mógł tego zrobić. – Wstał z kanapy i zabrał od Jareda kilka kartek. Studiował je uważnie, a zmarszczka między jego brwiami pogłębiała się. – To są jakieś jaja.
Jared stał z opuszczonymi ramionami i oddychał głęboko.
– Co się dzieje? Kim jest Christopher?
– To on podobno zgwałcił Jessicę, twoją koleżankę. – Kartka, którą trzymał Luke została zgnieciona w kulkę i ciśnięta o ścianę. – To niemożliwe.
Musiałam usiąść, by nie upaść. Nie nie miało sensu. Przecież wiadomo było, że Jess skrzywdził ktoś inny, nie Chris, kimkolwiek on był. Zdjęcia były jasną wiadomością dla mnie. Poza tym mała literka G na odwrocie każdego zdjęcia mówiła sama za siebie. To musiała być jakaś pomyłka.
– Jadę do niego, myślisz, że policja już go zgarnęła? – Luke kierował się w stronę wyjścia, a Jared zaraz za nim.
– Nie wiem, możesz spróbować.
– Kto zeznał, że to on? – spytałam. – Musieli jakoś wytypować go jako podejrzanego. Wyniki badań nie mogły przyjść tak szybko.
– Anonimowy świadek – odparł Jared. – Lucas, nie wiem, czy to dobry pomysł. Możesz trawić w sam środek obławy policyjnej.
– Jadę z tobą. – Zabrałam swoją torebkę i poszłam z Hemmingsem.
– Nie ma mowy, Jared odwiezie cię do domu – nakazał. – Muszę to sprawdzić.
– Nie, Luke, jadę z tobą – nalegałam. – Nie mogę siedzieć w miejscu.

Chłopak westchnął, patrząc mi w twarz. Skinął głową i zniknął na klatce.

Od autorki: przepraszam

Rozdział 22

Mimo szlabanu danego przez tatę, Daniel i tak wymykał się z domu, żeby spotkać się z The Snipers. Mówił mi, że jest im potrzebny. Nie widziałam się z żadnym z nich od wyścigów, kiedy Luke odwiózł mnie do domu. Pytałam Daniela nie raz o to, czy mają coś nowego, co zamierzają dalej robić i kiedy to wszystko się skończy, ale nie uzyskałam odpowiedzi. Jedyne, co uzyskałam to poczucie winy, ponieważ przez bałagan panujący w moim życiu, zaniedbywałam rodzinę i przyjaciół. Tata wciąż był zły na mnie i Daniela, prawie nie rozmawialiśmy z nim, ale za to musieliśmy odbyć poważną rozmowę z mamą, która również była na nas wściekła. Daniel jednak najbardziej oberwał. Mama i tata powtarzali mi w kółko, że zawiódł ich, że jest nieodpowiedzialny i że marnuje sobie w ten sposób życie. I mimo że Dan mówił mi, że ma ich słowa gdzieś, wiedziałam, że jest odwrotnie. Słowa rodziców sprawiły mu ból.
– Powinieneś odpocząć. Prawie nie sypiasz, całe noce jesteś poza domem. – Westchnęłam, kiedy spojrzałam na bladą twarz Daniela.
– Jest okej – mruknął tylko.
– Mówię poważnie, Daniel – odparłam. – Nie pociągniesz tak długo.
– Nie martw się. – Posłał mi wymuszony uśmiech. – Jest okej. – I nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, wyszedł z domu.
Żadne z nas nie przestrzegało szlabanu. Daniel wyszedł z domu, mimo zakazu, a do mnie z kolei przyszli Chloe i Ryan. I choć przez chwilę mogłam porozmawiać z kimś normalnie i odpocząć od problemów. Przykładałam się teraz jeszcze bardziej niż kiedyś do udawania, że u mnie wszystko w porządku i że czuję się dobrze. Czasem miałam wrażenie, że Chloe wcale tego nie kupowała, ale nie pytała mnie o nic, za co byłam jej wdzięczna.
– Dee – zagadnęła Chloe, kiedy Ryan wyszedł do łazienki. – Jak u Dana? – spytała szeptem. – Nadal ma jakieś kontakty z Hemmingsem?
– Chyba nie – odpowiedziałam, choć było zupełnie inaczej. – Teraz jest lepiej. Tata dowiedział się o wszystkim i potrząsnął nim.
– To dobrze – uśmiechnęła się. – Mówiłam, że wszystko się ułoży? – Szturchnęła mnie w ramię. – Wystarczy trochę czasu i wszystko się poukłada. Dan się ogarnie, ty znajdziesz sobie nowego chłopaka, skończymy szkołę, pójdziemy razem na studia i będziemy żyć długo i szczęśliwie.
– Czy mówiłam ci, jak bardzo uwielbiam twój optymizm? – Uśmiechnęłam się do niej delikatnie.
Cieszyłam się, że mogłam normalnie z kimś porozmawiać o zwykłych rzeczach. Ryan opowiadał żarty i zabawne historie, które mu się przytrafiły w pracy. Odpoczęłam przy nich psychicznie i choć na moment odprężyłam się.
Kiedy wyszli, pozamykałam drzwi i zabrałam się za pracę domową. Zaniedbywałam szkołę coraz bardziej i w ogólnie nie przykładałam się do nauki. Do egzaminów końcowym było jeszcze dużo czasu, ale wiedziałam, że ciężko będzie mi nadrobić zaległości. Czułam się dziwnie, gdy planowałam na jaką uczelnie pójdę, skoro nie byłam pewna, czy uda mi się przetrwać kolejny dzień. Nie zakładałam, że uda mi się przeżyć do egzaminów końcowych, ale czepiałam się kurczowo moich planów o pójście na studia.
Zawsze marzyłam o ratowaniu ludzi. Od dziecka chciałam zostać lekarzem. Kiedy inne dziewczynki bawiły się lalkami i stroiły je w różowe sukienki, ja badałam je, podawałam im leki i opiekowałam się nimi niczym pani doktor. Z wiekiem chęć pomagania innym ludziom stawała się coraz silniejsza, angażowałam się w zbiórki pieniędzy na cele charytatywne, po ukończeniu osiemnastu lat zostałam dawcą krwi i zarejestrowałam się jako dawca szpiku. Gdy byłam dzieckiem wyobrażałam sobie siebie w przyszłości jako panią doktor, która jest bohaterką i ratuje ludzi. I nawet to, co zrobił mi Gacy, nie zabiło we mnie tego marzenia. Choć przez bardzo długi czas myślałam, że to zabiło mnie i mimo że nadal oddychałam, jadłam i chodziłam, nie oznaczało, że żyłam. To marzenie obudziło się we mnie ponownie kiedy Daniel pierwszy raz wdał się w bójkę z jednym z zawodników drużyny futbolowej. Znalazłam go w męskiej łazience, próbującego zatamować krwawienie z nosa. Opatrzyłam jego siniaki i zatamowałam krwawienie z nosa, zawiozłam go do szpitala, żeby nastawili mu nos, ponieważ był złamany. Od tamtej pory towarzyszyło mi nieodparte poczucie odpowiedzialności za mojego brata. Postawiłam sobie za cel opiekowanie się nim, tak jak on opiekował się mną.
Teraz z perspektywy czasu mogłam dostrzec, że Dan zawsze nade mną czuwał, mimo że był moim młodszym bratem. Jemu opieka nade mną szła znacznie lepiej niż mi opieka nad nim. Posunął się do absurdalnych rzeczy, byleby tylko mnie ochronić. Nigdy nie zdołałabym mu się odwdzięczyć, za to ile dla mnie zrobił. Patrząc obiektywnie na wydarzenia ostatnich tygodni, nie tylko mój brat próbował mnie chronić. W jakiś dziwny i niezrozumiały dla mnie sposób, członkowie The Snipers też w pewnym sensie to robili. Luke uratował mnie przed staranowaniem, Calum ocalił mnie przez gangiem motocyklistów, a Xavier oszczędził mi nocy spędzonej na ulicy i bezpiecznie odwiózł do domu.
Właśnie. Wiedziałam, że coś mi umykało. A mianowicie Xavier Smith, którego akta wciąż leżały w mojej torbie i do których wciąż nie zajrzałam. Zapomniałam o nich, kiedy złapano mnie w gabinecie Atkinsona.
Czym prędzej zajrzałam do swojej torby w poszukiwaniu teczki. Jednak jej tam nie było. Próbowałam sobie przypomnieć, czy gdzieś jej nie schowałam, ale ona cały czas była w moje torbie. Nie wyjmowałam jej, a teraz jej nie ma. Przeszukałam jeszcze inną torbę i całe biurko dla pewności, że gdzieś jej tam nie położyłam, ale nigdzie jej nie znalazłam. Teczka zapadła się pod ziemię. Naszły mnie złe przeczucia. Teczka sama z siebie nie mogła zniknąć. Więc albo ją zgubiłam albo ktoś wyjął ją z mojej torby. Podejrzewałam, że zrobił to tata. Ale dlaczego nie powiedział mi o tym, co znalazł w mojej. Dlaczego nie zrobił mi z tego powodu awantury? Przecież jako prawnik nie mógł pozwolić sobie, by jego wspólnikom wykradano akta spraw. A co jeżeli to nie tata wyjął teczkę z mojej torby? Może zrobił to Daniel? Jeżeli tak, to teraz The Snipers na pewno mnie załatwią, ponieważ już nie pierwszy raz mieszam się w ich sprawy. A jeśli Luke powiedział im, że rozmawiałam o nich z Maxem, jestem już martwa.
Przeszukałam cały swój pokój oraz pokój mojego brata. Byłam przerażona tym, że ktoś miał dostęp do teczki, którą wykradłam, a która powinna była spoczywać na regale w gabinecie Atkinsona.
Teczka z aktami sprawy Smitha zniknęła, a ja straciłam już pomysły gdzie mogłaby być i kto mógłby ją wziąć. Jedyne, co mi teraz zostało, to zapytanie Daniela, czy jej nie wziął.
I tak też zrobiłam. Kiedy mój brat wrócił po godzinie do domu, zapytałam go o teczkę.
– Jaka teczka? Niczego od ciebie nie brałem. – Zerknął na mnie zmieszany.
– Już nieważne. – Machnęłam ręką.
– Czy w tej teczce było coś ważnego? – spytał, marszcząc brwi.
Skrzywiłam się i westchnęłam ciężko. Musiałam powiedzieć mu prawdę. Choć pewnie nie będzie zachwycony tym, że teczka z informacjami o Xavierze zaginęła i ktoś miał dostęp do jego danych i całej historii procesu.
Opowiedziałam Danielowi o rozmowie z komisarzem, o tym, że wspólnik taty trzy lata temu prowadził sprawę Xaviera, o tym, że wykradłam teczkę z aktami tej sprawy z gabinetu Atkinsona i o tym, że tata mnie złapał na gorącym uczynku. Daniel wysłuchiwał mnie w ciszy, od czasu do czasu zaciskając usta, jakby powstrzymywał się przed powiedzeniem mi czegoś. Z jego miny mogłam wywnioskować, że nie był zadowolony moim działaniem na własną rękę i tym, że grzebałam w sprawach jego przyjaciół.
– Kto miał dostęp to tej teczki? – wycedził Dan, gdy skończyłam.
– Ja, i ty, i tata – mruknęłam. Czułam się winna. Zupełnie jakbym wyrządziła komuś krzywdę przez własną głupotę, choć wcale tak nie było. – Każdy, kto był w domu.
Daniel przetarł twarz dłońmi i przymknął oczy. Najwyraźniej potrzebował chwili na przetrawienie tego, co mu powiedziałam.
– I co teraz zrobimy? – spytałam zrezygnowana. – Powiesz im o tym?
– Nie – zaprzeczył. – Nie wiem... Cholera jasna! Po co się w ogóle w to mieszałaś? Prosiłem cię, żebyś odpuściła, a ty nadal swoje. Nie musisz im ufać. Nigdy tego od ciebie nie wymagałem. Wystarczy, że zaufasz mi. – Patrzył na mnie karcąco, a moje wyrzuty sumienia się nasiliły. Zgotowałam mu kolejną porcję kłopotów i pewnie nieźle oberwie za moje lekkomyślne zachowanie.
– Dan, nie mam pojęcia się się dzieje. Niczego mi nie mówisz. Przecież sam powiedziałeś, że nie możesz mnie chronić przez niewiedzę. Wszystko się coraz bardziej komplikuje i nie rozumiem tego, co zaczyna się dziać. – Mówiłam słabym głosem. Ucisk w klatce piersiowej nabrał na sile. – Boję się, Dan. – Spojrzałam mu w oczy. – Boję się o ciebie, o Chloe, o Seana. Boję się nawet o Caluma i Michaela.
– Delilah – wymamrotał mój brat, zmieszany moim słowami.
– To zaszło dalej niż myślałam. Ktoś próbował mnie zabić, trafiłam na jakiś gang motocyklistów, ktoś podpalił samochód taty, włamał się do domu i zamontował w nim podsłuch. – Wymieniałam, a mój głos coraz bardziej drżał. – A wiesz co jest najgorsze? Że ja znam osobę, która to zrobiła.
Dan otworzył szerzej oczy.
– Znasz go?
– Tak, ale... Słyszałam śmiech osoby, która do nas się włamała i... i ja znałam ten śmiech, ale nie wiem do kogo należy. – Wzięłam głęboki wdech. Zamierzałam podzielić się z Danielem moimi podejrzeniami. – Osoba, która włamała się do sekretariatu, ta która mnie śledziła po imprezie i ta, która włamała się do naszego domu, to jeden i ten sam mężczyzna, Dan. A skoro to nie Luke, ani żaden z The Snipers... A ja znam tą osobę to...
– Myślisz, że ktoś z twoich przyjaciół współpracuję z Gacym? – Daniel zerwał się na równe nogi i zaczął krążyć po pokoju. – To by się zgadzało. Żeby dostać się na podwórko, trzeba znać kod do furtki. Wszyscy twoi znajomi go znają, prawda?
– Znają też kod po zmianie – dodałam szeptem.
– Czyli ten ktoś może wejść do naszego domu, kiedy mu się tylko podoba. Cudownie, kurwa. Jakbyśmy mieli za mało problemów. – Splunął rozzłoszczony. – Będę musiał powiedzieć o tym chłopakom.
– Dan, proszę, nie mów im o teczce – jęknęłam zrozpaczona. – Oni mnie za to zabiją.
Spojrzał mi w oczy, myśląc na moją prośbą, a następnie skinął głową.
– Na razie się o tym nie dowiedzą – powiedział z poważną miną. – Ale musimy im powiedzieć o twoich domyśleniach.
Pokiwałam głową i w tym samym momencie zabrzęczał mój telefon. Wymieniłam z Danielem spojrzenia, a następnie zerknęłam na telefon.
Zabawa właśnie się rozpoczyna. Życzę ci powodzenia, Delilah. G.
Pojedynczy szloch wyrwał się z moich ust, kiedy przeczytałam wiadomość. Dan zabrał mi telefon z ręki i przeklął głośno.
– Ten ktoś ma również dostęp to twojego nowego numeru – wycedził przez zaciśnięte zęby.
Widziałam w jego oczy, że jego też to wszystko powoli zaczyna przerastać.
– Ale co oznacza, że zabawa właśnie się rozpoczyna? – wyszeptałam.
Daniel mi nie odpowiedział, bo jego telefon zaczął dzwonić.
– To Mike – odparł krótko i odebrał. – O co...? Jak to? Okej, czekamy.
– Co się stało? – Ściągnęłam brwi, zaniepokojona telefonem Michaela. – Czy to ma coś wspólnego z SMS-em, którego przed chwilą dostałam?
– Nie wiem – burknął. – Powiedział, że ktoś wszedł na nasze terytorium i zostawił po sobie ślad. Chcą, żebym to zobaczył. Mike po nas jedzie.
– Myślisz, że oni też są na celowniku Gacy'ego?
Dan westchnął ciężko i wzruszył ramionami.
Nie czekaliśmy długo na Michaela. Za kilkanaście minut zaparkował przed naszym domem i zatrąbił. Mimo że nie chciałam jechać razem z Danielem do domu The Snipers, nie miałam wyjścia. Dan powiedział stanowczo, że nie zostanę sama w domu. A ja nie protestowałam, widząc, że jest na skraju wytrzymałości nerwowej i coraz bardziej się o mnie martwi. W drodze powiedział Michaelowi o moich podejrzeniach, na co Mike zareagował podobnie do Daniela na moje słowa. Przeklął siarczyście i powiedział, że to jest dość prawdopodobne.
– Dlaczego ta sprawa jest tak ważna, że musiałeś po nas przyjechać? – spytał Daniel.
– Chyba wiem, kto donosi na nas gliną. Prawdopodobnie znamy też gang, do którego należy przyjaciel Delilah. – Michael wypluł te słowa, krzywiąc się. – Dee, powiedz mi jak wyglądał motocyklista, z którym spotkałaś się razem z Emmą?
– Był wysoki i strasznie blady. – Zmrużyłam oczy, starając sobie przypomnieć przywódcę gangu motocyklistów. – Miał czarne oczy, mówił z akcentem. Nie wiem, nie pamiętam dokładnie. Emma go znała, może powinniście z nią porozmawiać. Dlaczego pytasz?
– Cholera, to nie on – bąknął chłopak. – To nie Singh.
– Zaraz, to Singh miał kopię mojego prawa jazdy, tak? O co chodzi, Mike?
– Sami zobaczycie – odrzekł.
Za kilka minut Mike zatrzymał samochód na podjeździe przed swoim domem. Nie wiedziałam, czego miałam się spodziewać, ale denerwowałam się. Mój żołądek zaciskał się boleśnie, a dłonie zaczynały drżeć.
Daniel i Michael wysiedli pierwsi. Ja musiałam chwilę odczekać, by zdobyć się na odwagę. Bałam się stanąć twarzą w twarz z całym The Snipers, ale jeszcze bardziej bałam się stanąć twarzą w twarz z tym, co sprawiło, że Michael był wściekły.
Kiedy wysiadłam z samochodu, zobaczyłam przed domem mojego brata i Michaela wraz z Ashtonem, Calumem i Xavierem. Zmarszczyłam brwi zaintrygowana, dlaczego stali przed domem?
Rozejrzałam się po okolicy i dopiero wtedy dotarło do mnie, że w pobliżu nie było żadnego domu tylko drzewa i pola wyschniętej trawy. Nigdy wcześniej nie zwróciłam uwagi na to, w jakiej okolicy mieszkali. W każdym razie, nie była ona przyjemna ani bezpieczna, ale czego mogłam się po nich spodziewać.
Przemierzałam podjazd, zbliżając się powolnie do chłopaków i wsłuchując się w trzeszczenie żwiru pod moimi butami. Już z oddali słyszałam ich podniesione głosy.
– To jest chyba pieprzony żart – warknął Xavier. – Kolejny gang?
– Może zrobiła to tylko banda głupich dzieciaków? – Calum próbował uspokoić przyjaciół.
Stanęłam za nimi, nie mając pojęcia, o co im chodziło i dlaczego byli tacy zdenerwowani. Nawet Michael i Xavier, którzy zawsze byli opanowani i zachowywali zimną krew byli wkurzeni.
Kłócili się. Nie zwracali na mnie najmniejszej uwagi, nawet mnie nie zauważyli. Wyminęłam ich, żeby zobaczyć to, na co patrzyli i stanęłam jak wryta.
Na drzwiach garażu widniało ogromne graffiti. Ale to nie było byle jakie graffiti. Było dopracowane w każdym celu. Można by było uznać je za sztukę uliczną, gdyby nie to, że było w nim coś przerażającego. I... i znajomego.
Na garażu widniały dwie wielkie litery namalowane krwistym czerwonym kolorem. Obok nich znajdowała się trupia czaszka w kasku, od którego odchodziło złote skrzydło.
Przekrzywiłam głowę w bok. Już gdzieś widziałam te litery i ten znak. Jednak mimo moich wysiłków, nie mogłam sobie przypomnieć gdzie już to widziałam. Ale doskonale pamiętała co oznaczały dwie wielkie czerwone litery HA.
Wciąż słyszałam krzyki chłopaków, którzy stali za mną. Oni nie mieli pojęcia na co patrzyli, ale ja wiedziałam.

– To jakby inicjały – powiedziałam sama do siebie, mrużąc oczy. Chłopaki za mną umilkli. – Hells Angels.

Od autorki: hej! Tak jak obiecałam, rozdział pojawił się dzisiaj w rozpoczęcie nowego roku szkolnego. Jak wam przebiegło rozpoczęcie? Ja jestem trochę przerażona klasą maturalną, ale jestem też zmotywowana do nauki, więc jakoś dam radę. Za was również trzymam kciuki! Dacie radę!
Jak wam się podoba rozdział? Tak jak mówiłam, to też jest rozdział przejściowy, choć już trochę akcja pod koniec się rozwija. Mam nadzieję, że coś rozumiecie z tego rozdziału, bo wiem, że jest trochę pogmatfany (idk czy jest takie słowo).
Piszcie co sądzicie o rozdziale. Pod ostatnim postem był tylko jeden komentarz, co bardzo mnie zasmuciło. Jeżeli ktoś tu jeszcze jest, niech napisze choć krótki komentarz. Proooszę bardzo ładnie o to. :)
Postaram się wstawić kolejny rozdział 12 września. Od razu uprzedzam, że mogę się nie wyrobić. Zaczęła się szkoła, a ja mam masę nauki w tym roku. Mam nadzieję, że to zrozumiecie. Od matury zależy moje przyszłe życie.
Dziękuję wszystkim, którzy to czytają i tu i na wattapdzie! Jesteście cudowni.
Love y'all!
Minette

Rozdział 21

 – Tata? – Stanęłam w drzwiach zaskoczona.
William Marshall stał w salonie wraz z komisarzem Edwardsem i obaj patrzyli na mnie, dziwnie marszcząc brwi. Wizyta policjanta w moim domu nie oznaczała niczego dobrego. Może dowiedział się, kto włamał się do naszego mieszkania lub kto podpalił samochód taty.
Czy coś się stało? – spytałam niepewnie. Bałam się, że wydało się, że byłam na wyścigach.
Tata wyglądał na poddenerwowanego. Patrzył na mnie uważnie, jakby chciał mnie przejrzeć. Stałam wyprostowana, nie ruszyłam się nawet o centymetr, patrzyłam mu prosto w oczy.
Tak. – Westchnął i usiadł na kanapie.
Edwards poszedł jego śladem. Obaj wyglądali na zmęczonych.
Chodzi o Daniela.
Wstrzymałam oddech. Czy tata dowiedział się o wyścigach? A może znacznie gorzej. Może Daniel... Czy komisarz Edwards przyjechał do nas, żeby powiedzieć, że Danowi coś się stało podczas wyścigu?
Przysiadłam na sofie naprzeciwko nich. Z trudem przychodziło mi opanowanie swoich uczuć. Miałam wrażenie, że zaraz się rozbeczę. Jeżeli coś stało się mojemu bratu...
Słyszałaś kiedyś o wyścigach organizowanych w mieście? – Komisarz Edwards wreszcie przerwał ciszę. Kiwnęłam głową, więc kontynuował. – Jakaś banda dzieciaków postanowiła się zabawić. Cały czas pracujemy nad tożsamością osób, które są za nie odpowiedzialne.
O co chodzi? – Przerwałam mu coraz bardziej zaniepokojona.
O to, że policja złapała Daniela na nich – odpowiedział tata i pokręcił głowa, jakby nie dowierzał własnym słowom.
Dzisiaj odbyły się wyścigi, rozpracowaliśmy je i dotarliśmy do nich. Złapaliśmy kilkoro osób związanych z organizacją.
Daniel organizuje wyścigi? – Zgłupiałam.
Nie. – Zaprzeczył. – Złapałem go, kiedy próbował uciekać. Nie mogłem uwierzyć, kiedy go zobaczyłem.
Od razu przywiózł go do domu – dodał tata.
Nic mu nie jest? – Musiałam się upewnić.
Oprócz tego, że jest uziemiony do końca życia, nie. – Zawód w głosie mojego rodzica był prawie namacalny.
Daniel był jego jedynym synem. Wiązał z nim wielkie plany. Bolało go to, że Dan nie jest taki, jakim go sobie wymarzył. Pewnie obwiniał się, że zachowanie Daniela jest jego winą. I patrząc tacie w oczy, mogłam to ujrzeć. Wyrzucał sobie, że był złym ojcem, że popełnił wiele błędów rodzicielskich, że nie poświęcał nam odpowiednio dużo czasu.
Wiecie kto jest organizatorem tych wyścigów?
Tata i Edwards wymienili między sobą spojrzenia.
Niektórzy nazywają to młodzieżowym gangiem, ale dla mnie to bzdura. To tylko banda zbuntowanych dzieciaków, które razem angażują się w działalność przestępczą. Chcą udowodnić, że są silni i niebezpieczni. Większość z nich kończy zgonem po przedawkowaniu. Okropna sprawa.
Kiedyś mój wspólnik Atkinson prowadził sprawę właśnie jednego z członków młodzieżowego gangu – wtrącił tata. – Chłopak był młody i aż szkoda było na niego patrzeć. Zmarnował swoje życie, a po odsiedzeniu wyroku zniknął. Pewnie wrócił do tego, co robił wcześniej.
Tak, pamiętam tą sprawę – mruknął Edwards.
Kim był ten chłopak? – Zmarszczyłam brwi.
Nazywał się chyba Xavier Smith? – Spojrzał na komisarza,a ten skinął głową. – Jego przyjaciele po fachu wrobili go, a on poszedł siedzieć.
Otworzyłam szerzej oczy, kiedy usłyszałam nazwisko Xaviera. Nigdy nie pomyślałabym, że dowiem się o nim czegoś takiego. Calum zapewniał mnie, że policja nic o nich nie wie, a w rzeczywistości mieli akta ich przywódcy. The Snipers wcale nie mieli tak silniej pozycji w mieście, jak mi mówili. Tak naprawdę mieli na karku policję i ktoś na nich donosił. Xavier mimo że już siedział, nadal kontynuował swoją nielegalną działalność. A mój brat był jednym z nich. Zastanawiałam się, czy tata o tym wiedział. Ale zakładałam, że raczej nie.
O co wtedy chodziło? – spytałam z niezbyt zaciekawioną miną, choć tak naprawdę umierałam z ciekawości.
Nie pamiętam dokładnie – odparł William. – To było zaraz po tym jak się tu przeprowadziliśmy. Atkinson ma chyba akta tej sprawy.
Pokiwałam głową.
Pójdę porozmawiać z Danielem – powiedziałam cicho i z ciężkim westchnieniem podniosłam się z kanapy. – Dzwoniłeś do mamy?
Jeszcze nie.
I nie dzwoń. Tylko zacznie się martwić i pewnie tu przyleci.
Może Danielowi właśnie potrzeba rozmowy z matką – odparł.
On potrzebuje rozmowy z tobą – wymamrotałam zanim wyszłam z pokoju.


Próbowałam porozmawiać z Danielem spokojnie, ale jak można było się domyślić, wywiązała się między nami kolejna kłótnia. Mój brat nie wiedział, że byłam na wyścigach i wszystko widziałam, więc to ja miałam główny powód, by na niego wrzeszczeć.
Nie rozumiesz, w co się wpakowałeś? – wysyczałam wściekła. – Oni mają akta Xaviera. – Widząc zaskoczoną minę Dana, mówiłam dalej. – Nie wiedziałeś, że siedział w więzieniu? Wspólnik taty prowadził jego sprawę. I może nie wiesz, ale Edwards powiedział mi, że mają źródła, które donoszą im o wyścigach, więc policja ma ich w garści. Masz szczęście, że nie domyślili się, że jesteś części ich klubu zbuntowanych panienek.
Daniel wysłuchiwał moich słów w ciszy. Siedział na brzegu łóżka i chował twarz w dłoniach. Wyglądał na zmęczonego i podłamanego. Zresztą jak inaczej mógłby wyglądać po dzisiejszej nocy?
Czy im udało się uciec? – spytałam po chwili.
Dan podniósł głowę i spojrzał na mnie swoimi brązowymi oczami. Skinął nieznacznie głową i ponownie ją opuścił.
Chociaż nie jestem pewny, co do Hemmingsa. Nie było go z nami. Pewnie znalazł jakąś laskę.
I co teraz zrobicie?
To już nie twoja sprawa. Nie martw się, poradzimy sobie.


*
Jednak martwiłam się i nie uważałam, że to nie była moja sprawa. Ta sprawa dotyczyła mnie w takim samym stopniu jak ich. Skoro nie zamierzali ze mną współpracować (chociaż wymagali, że ja będę współpracować z nimi), planowałam działanie na własną rękę. Dlatego zaraz po szkole pojechałam do kancelarii mojego taty.
Samochód taty stał na parkingu, co oznaczało, że był w biurze. Zaparkowałam obok jego auta i skierowałam się do drzwi. Budynek kancelarii miał dziesięć pięter, był oszklony i nowocześnie zaprojektowany. Tata wraz z wspólnikami włożyli w tą przedsiębiorczość masę pieniędzy i trudów. A teraz byli jedną z najlepiej prosperujących kancelarii adwokackich w mieście. W holu powitała mnie jedna z sekretarek taty, ubrana w idealnie dopasowany czarny kombinezon. Wymieniłam z nią kilka zdań, po czym weszłam do windy, by dostać się na piętro, na którym mój tata miał swój gabinet.
Dzień dobry, Delilah – powitała mnie Kate, osobista sekretarka taty, kiedy tylko drzwi windy otworzyły się.
Dzień dobry – odpowiedziałam zmieszana jej uśmiechem.
Twój tata ma właśnie spotkanie, możesz na niego poczekać – powiadomiła mnie.
Pokiwałam głową. Usadowiłam się na małej kanapie, która stała w holu i rozejrzałam się dookoła. Kate uśmiechała się do mnie zza kantorka, od czasu do czasu porządkując jakieś dokumenty i teczki.
Obecność Kate pokrzyżowała moje plany. Spodziewałam się, że nikogo nie będzie i jakimś cudem dostanę się do kluczy, które otwierały gabinety prawników na tym piętrze. Jednak Kate nie wyglądała jakby gdzieś się wybierała, więc musiałam obmyślić plan B. problem tkwił w tym, że nic nie przychodziło mi do głowy. Nie istniał żaden inny sposób, by dostać się do gabinetu Adkinsona. Musiałam mieć klucze. Nie umiałam otwierać zamków drzwiach za pomocą wsuwek do włosów.
Udawałam bardzo zajętą, czytając jakąś pierwszą lepszą gazetę, która leżała na stoliczku do kawy. Od czasu do czasu podnosiłam wzrok, by zerknąć na Kate. Coraz bardziej zaczynałam mnie irytować. Miałam wrażenie, że wie, co zamierzałam zrobić, i uniemożliwiała mi to, słodko się do mnie uśmiechając.
Mijały minuty, a ja siedziałam na kanapie coraz bardziej poddenerwowana i zniecierpliwiona. Gapiłam się na drzwi, na których wisiała plakietka z napisem T. Atkinson.
Miałam już się poddać i wrócić do domu, kiedy Kate podniosła się z krzesła i biorąc kubek po kawie, skierowała się w stronę łazienki. Nie czekałam długo. Gdy tylko drzwi do łazienki zamknęły się za nią, poderwałam się z miejsca. Wpadłam za jej biurko i zaczęłam przeszukiwać szuflady w poszukiwaniu kluczy. Kiedy znalazłam odpowiedni klucz i upewniłam się, że Kate jeszcze nie wraca, wkradłam się do gabinetu Atkinsona. Wolałam nie myśleć o tym, jak wiele ryzykowałam, posuwając się do włamania do biura jednego z wspólników taty. Gdyby mnie złapano, wpadłabym w kłopoty.
Zamknęłam za sobą drzwi najciszej jak umiałam i zabrałam się za przeszukiwanie gabinetu. Na szczęście panował tu nieskazitelny porządek i wszystkie dokumenty były uporządkowane na wielkim regale. Znalazłam półkę, na której znajdowały się wszystkie akta z 2011 roku, a następnie odnalazłam teczkę, na której grzbiecie widniało nazwisko Xaviera.
Poczułam podekscytowanie. Trzymałam w dłoniach rzecz, która mogła zupełnie zmienić dalszy bieg kariery The Snipers. Miałam akta ich przywódcy, mogłam z nimi zrobić co tylko zapragnęłam. A pragnęłam poznać przeszłość Xaviera oraz historię gangów młodzieżowych w Sydney. Mogłabym się dowiedzieć wielu przydatnych rzeczy o gangach i ich funkcjonowaniu. Gdybym poznała historię Xaviera, w pewnym sensie poznałabym historię reszty członków The Snipers. Schowałam teczkę do torby i ułożyłam pozostałe teczki tak, by nie było widać, że jednej brakuje.
Zadowolona z tego, że poszło tak gładko, ruszyłam w stronę drzwi. Ale zatrzymałam się, kiedy za drzwiami usłyszałam kroki. Rozejrzałam się spanikowana w poszukiwaniu kryjówki, ale wiedziałam, że nie zdołam się ukryć.
Miałam przechlapane.
Kate otworzyła drzwi i zmierzyła mnie podejrzliwym spojrzeniem.
Co tu robisz? – spytała, marszcząc brwi.
Chciałam zaczekać na tatę w jego gabinecie. – Nie miałam czasu na wymyślenie jakiegoś dobrego kłamstwa, więc improwizowałam, mając nadzieję, że jakoś uda mi się z tego wykręcić.
To nie jest gabinet Williama – powiedział sucho. – I nie masz do niego kluczy.
Otworzyłam usta, by znów skłamać, ale nic nie przyszło mi do głowy. Za chwilę za Kate pojawił się tata i ściągnął groźnie brwi.
Nie masz prawa przebywać w tym pomieszczeniu – powiedział. Zbeształ mnie wzrokiem.
Skuliłam się w sobie i wyszłam z gabinetu Atkinsona.
Ja to załatwię – mruknął tata do Kate. Kiedy sekretarka odeszła, tata zwrócił się do mnie. Był zdenerwowany. – Co tam robiłaś?
Chciałam z tobą porozmawiać, ale miałeś spotkanie, więc pomyślałam, że zaczekam w twoim gabinecie. – Patrzyłam na niego ze skruchą. Miałam nadzieję, że jakimś cudem uda mi się wcisnąć mu to beznadzieje kłamstwo.
Nie zauważyłaś tabliczki na drzwiach? – Podniósł głos, ale zaraz się opanował. – Porozmawiamy o tym w domu. Śpieszę się.
Posłał mi ostatnie spojrzenie i odszedł.
Westchnęłam ciężko i powłóczyłam nogami do wyjścia. Wiedziałam, że nie będę mogła się z tego wytłumaczyć. Nie umiałam też wymyślić w miarę realistycznego kłamstwa, którym wyjaśniłabym swoją obecność w gabinecie Atkinsona. Nie mogłam również powiedzieć tacie prawdy, dlaczego się tam wkradłam. Nie mogłam powiedzieć mu o Xavierze, o tym, że wiem, co teraz robi. Byłam w sytuacji bez wyjścia. Nie mogłam kłamać, ale również nie mogłam powiedzieć prawdy. Jedyne co mi pozostało to milczenie i przyjęcie kary, którą na pewno dostanę.
W domu czekał na mnie Daniel. Wyglądał na zaniepokojonego, ale kiedy zapytałam go, czy coś się stało, on tylko powiedział, że to kłopoty w szkole. Patrząc na jego minę, mogłam wywnioskować, że on miał również okropny dzień. Miałam dziwne wrażenie, że oboje mamy przesrane.
I faktycznie mieliśmy.
Powiedz mi, Delilah, co ci strzeliło do głowy? – spytał tata, kiedy tylko wszedł do domu. – Wiesz, że to przestępstwo? Gdyby Atkinson się dowiedział, miałbym przez ciebie duże nieprzyjemności.
Przepraszam – burknęłam, patrząc na swoje dłonie spoczywające na kolanach. Siedziałam i potulnie wysłuchiwałam taty. Nie mogłam przeciągać struny i mu odpyskować. Musiałam jakoś załagodzić tą sprawę.
Daniel spoglądał na mnie pytająco, ale o nic nie zapytał.
Zawiodłaś mnie, Delilah. – Westchnął ciężko. – Taka sytuacja ma się już nie powtórzyć.
Dobrze – odparłam.
A teraz oddaj mi kluczyki do swojego auta – wyciągnął dłoń.
Ale tato... – zaczęłam protestować, ale zaraz umilkłam. Zasłużyłam na zabranie samochodu. Zresztą mogło być gorzej. Tata mógł zażądać wyjaśnień, ale tego nie zrobił. Więc bez słowa oddałam mu kluczyki.
A ty Daniel? – Spojrzał na niego, wyczekując wyjaśnień.
Co znowu? – Sapnął mój brat.
Nie chcesz mi wyjaśnić tylu nieobecności w szkole? Albo tego, co robiłeś na wyścigach? A może wyjaśnisz mi to, dlaczego przebywałeś w szkole pod wypływem alkoholu? – Żyła na czole taty niebezpiecznie pulsowała ze wściekłości. – Myślałeś, że się o tym nie dowiem? Rozmawiałem dzisiaj z nauczycielami. Chcą cię zawiesić! Zdajesz sobie sprawę, co to oznacza?
Będę miał więcej wolnego czasu? – spytał lekko Dan.
Uważasz, że to zabawne? Jeżeli sądzisz, że będziesz ignorował szkołę i zaniedbywał swoje obowiązki, a ja nie kiwnę palcem, to jesteś w błędzie. Jeszcze jeden wybryk, Daniel, a odsyłam cię do matki. Zamieszkasz z nią we Francji, może jak zmienisz środowisko, to zrozumiesz, jak niszczyłeś sobie życie. – Tata mówił spokojnym, zimnym głosem, a Dan stał naprzeciw niego i patrzył mu prosto w oczy.
Daniel na wzmiankę o wyjeździe do Francji, skrzywił się.
Dlaczego teraz próbujesz mnie wychowywać? – Zmrużył oczy. – Dlaczego nie zrobiłeś tego wcześniej? Musiałem przechodzić przez syf dorastania sam, nigdy nie miałeś dla mnie czasu, nigdy mi nie powiedziałeś co jest dobre, a co złe. Więc nie oczekuj ode mnie, że będę podejmował odpowiednie decyzje. I tak nigdy nie dorównam twoim oczekiwaniom. Zawsze byłem dla ciebie tylko niewdzięcznym bachorem.
Zawiodłem się na was obojgu – powiedział tata, patrząc najpierw mi w oczy, a później Danielowi. – I może nie zawsze miałem dla was czas, ale nigdy nie uczyłem was kłamania i nieodpowiedzialności. Straciłem do was zaufanie. Nigdy nie zachowywaliście się tak, jak teraz. Macie szlaban do odwołania. Żadnych spotkań z przyjaciółmi, żadnych wyjść w weekendy, wasi znajomi nie mogą również przychodzić tutaj. Będziecie mieli dużo czasu na przemyślenie swojego postępowania.
Tata wyszedł. Staliśmy z Danielem przez chwilę w ciszy, patrząc na siebie.
Dlaczego to powiedziałeś? – Spojrzałam na niego z wyrzutem. – Teraz będzie się obwiniał. Przecież to nie jego wina.
Jeżeli uzna mnie za straconego, będzie mu łatwiej pozwolić mi odejść – odpowiedział.
O czym ty mówisz?
Nie odpowiedział. Zamiast tego zamknął mnie w szczelnym uścisku.

Mojego brata nękało znacznie więcej problemów niż mogłam przypuszczać. Podejmował nieodpowiednie decyzje, by mnie chronić. I teraz nie liczyło się dla mnie nic innego, jak zdjąć z jego bark tą wielką odpowiedzialność.

Od autorki: cześć! Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze ze mną jest. Choć zaczynam w to wątpić.
W każdym razie, rozdział pojawił się szybciej niż przypuszczałam. Nie jest za długi. W sumie jest chyba najkrótszym jak dotąd rozdziałem. Jest to jeden z rozdziałów przejściowych. I od razu mówię, że kolejny również taki będzie.
Nie było w nim The Snipers, co zapewne was smuci, mnie również to smuci, ale obiecuję wam, że warto na nich poczekać! 
PISZCIE CO SĄDZICIE O ROZDZIALE W KOMENTARZACH. TO DLA MNIE BARDZO WAŻNE.
Dziękuję również osobą, które to czytają i komentują moje wypociny. Jesteście wspaniali!
A i jeszcze jedno. Z racji tego, że wakacje dobiegają końca i zaczyna się szkoła, chciałabym wam jak i sobie nieco osłodzić powrót do szkoły, dlatego 1 września pojawi się kolejny rozdział!
Więc do zobaczenia wkrótce!
Love y'all
Minette

Layout by Neva