Rozdział 23

 – HELLS ANGELS? – ryknął Ashton, patrząc na mnie spod zmarszczonych brwi.
Cofnęłam się o krok, wystraszona jego wybuchem.
– Skąd to wiesz? – Xavier przyglądał mi się podejrzliwie.
– Gdzieś już to widziałam – odpowiedziała, starając się nie pokazywać, że powoli zaczynali mnie przerażać. – Nie wiem, gdzie. Nie pamiętam, ale widziałam już gdzieś ten znak. – Dodałam zaraz, wiedząc, że o to zapytają.
– Pierwszy raz słyszę tą nazwę – wymamrotał Calum.
– Nowi w okolicy? – Michale uniósł brwi do góry.
– Nie tacy nowi – wtrącił Ashton. – Kręcą się tutaj już od jakiegoś czasu, ale teraz dopiero nam się przedstawili.
Chłopaki wymienili między sobą znaczące spojrzenia. Odniosłam wrażenie, że porozumiewają się bez słów. Za chwilę Michael westchnął i powiedział:
– Odwiozę cię do domu. – Spojrzał na mnie. – Nie czekajcie na mnie – dodał, patrząc na Xaviera.
Jeszcze przez chwilę stałam, wpatrując się w wielkie graffiti na drzwiach garażu, aż w końcu odwróciłam się i ruszyłam za Michaelem. Chciałam zapytać, co mają zamiar zrobić i po co w ogóle miałam tu przyjeżdżać, skoro chcieli się mnie stąd pozbyć. Daniel posłał mi przelotne spojrzenie i wszedł do domu zaraz za Calumem.
– Delilah – odchrząknął Mike, kiedy zamiast wsiąść do auta, stałam przed nim i wgapiałam się w litery HA.
– Naprawdę nie wiem, gdzie to widziałam – zaczęłam, gdy zapięłam pas bezpieczeństwa. – Może gdzieś na jakimś murze, nie wiem. Teraz niczego przed wami nie ukrywam.
Próbowałam się wysilić i przypomnieć sobie cokolwiek związanego z tym graffiti. Naprawdę zależało mi na tym, żeby im pomóc. Robiłam to ze względu na mojego brata, który teraz zadawał się z The Snipers. I patrząc na zmartwioną minę Michaela, przyznałam w duchu, że w pewnym sensie też dla niego.
– Wiem, Delilah. Nie wiń Ashtona za jego wybuch, teraz wszyscy jesteśmy zdenerwowani. Pewnie wiesz, że na ostatnich wyścigach pojawiła się policja, ktoś dał im cynk, czyli równie dobrze może podać nasze nazwiska glinom na tacy. Do tego to całe Hells Angels. – Pokręcił głową. – Jesteśmy trochę zdezorientowani.
W milczeniu patrzyłam przed siebie, śledząc wzrokiem białe paski na asfalcie, które znikały pod samochodem. Nie miałam ochoty na rozmowę, ale z drugiej strony czułam potrzebę porozmawiania z Michaelem.
– A ty? – Mike zerknął na mnie.
– Ja też jestem zdezorientowana.
– Jak się trzymasz? – Ponownie obrzucił mnie spojrzeniem, żeby za chwilę znów przenieść wzrok przed siebie.
Odwróciłam głowę w stronę okna, wzdychając cicho.
– Jestem zdezorientowana – powtórzyłam.
Mike westchnął.
– Co mam ci powiedzieć, Michael? Że całymi dniami zamartwiam się o moich bliskich?
Ostatnio tak dużo się działo, że nawet nie miałam czasu na rozmyślanie o tym, co czułam. Nie zdołałam sobie poukładać tego wszystkiego w głowie; podsłuch w domu, podpalenie samochodu taty, spotkanie z gangu motocyklistów i nieodparte wrażenie, że ich szef mnie znał, tajemnicza dziewczyna, którą prawdopodobnie przed nimi ocaliłam, świadomość tego, że Daniel bierze udział w nielegalnych wyścigach, wykradnięcie teczki Xaviera, Hells Angels. Nie wspominając już o Lucasie Hemmingsie, który od czasu do czasu pojawiał się w mojej głowie ze swoimi wkurzającym uśmiechem na ustach.
– Co teraz zrobicie? – spytałam po chwili ciszy.
Michael przez moment zastanawiał się na odpowiedzią.
– Pewnie znajdziemy ich i zrobimy małe porządki. – Spojrzał mi w twarz i zmarszczył brwi. – Nie chciałem cię wystraszyć, Delilah. Tym się po prostu zajmujemy i nie umiem mówić o tym w bardziej delikatny sposób.
– O tym nie da się mówić w bardziej delikatny sposób. – Przełknęłam ślinę i odgarnęłam kosmyki z twarzy. – Nie potrafię się do tego przyzwyczaić, tym bardziej, że wychowywałam się w świecie prawników i... gdyby mój tata wiedział, w co się wpakowałam... Nie tego mnie uczył. – Pochwyciłam spojrzenie zielonych oczów Michaela i ciągnęłam dalej. – Wiem, że to, co robicie nie jest do końca legalne i wiem, że zrobiliście wiele złych rzeczy, ale... nic nie dzieje się bez przyczyny. Widzę to na przykładzie Daniela. I... nie umiem sobie wyobrazić ciebie, robiącego krzywdę komuś innemu. Ufam ci, Mike. Nie wiem, dlaczego, ale wiem, że nie mogę ci ufać. Poza tym, nie jesteście chyba aż tak okropni, skoro uratowaliście mój tyłek już kilka razy? – Spróbowałam zażartować, ale nikomu nie było do śmiechu.
Mike tylko wymusił krzywy uśmiech.
– Nie mogę uwierzyć w to, że ktoś z moich przyjaciół może w jakiś sposób współpracować z Gacym... – wyszeptałam po chwili ciszy. – Znam swoich przyjaciół, oni nie mogliby...
– Skąd masz pewność, że robią to dobrowolnie? Znam różnych popaprańców i uwierz mi, mogą posunąć się naprawdę daleko, byleby tylko osiągnąć cel.
Zmarszczyłam brwi, myśląc o moich znajomych. Przywoływałam w myślach wspomnienia z nimi z ostatnich tygodni, ale nie zauważyłam niczego podejrzanego w ich zachowaniu. Byli tacy, jak zawsze, trochę szurnięci i nieodpowiedzialni, ale nie zachowywali się tak, jakby chcieli mojej krzywdy.
– To moi przyjaciele...
Michael milczał przez dłuższy czas. Oboje nie wiedzieliśmy, co mamy powiedzieć, choć zapewne mieliśmy sobie dużo do powiedzenia.
– Załóżmy, że faktycznie ktoś z nich donosi Gacy'emu, kogo byś podejrzewała? – Na chwilę spojrzał mi w oczy, jakby chciał zobaczyć w nich odpowiedź.
– Nie wiem – odpowiedziałam. – Myślałam o tym długo i nie wiem, Mike.
Chłopak marszczył brwi, zastanawiając się nad czymś intensywnie.
– To nie ma sensu – odparł w końcu.
Oparłam głowę o zagłówek i przymknęłam oczy. Marzyłam o tym, by znaleźć się jak najdalej stąd. Jednak wciąż tu tkwiłam i na nowo wracałam do tego, co wydarzyło się w ciągu ostatnich tygodni.
– Może to ci motocykliści? – zmarszczyłam brwi. – Calum mówił, że ich wcześniej nie widział, ale oni musieli kręcić się tutaj dużo wcześniej.
Mike zmrużył oczy, myśląc nad moimi słowami.
– Kiedy zorientowaliście się, że pojawił się ktoś nowy w mieście?
– Niedawno – odpowiedział, zbity z tropu moim pytaniem. – Jakieś dwa miesiące temu.
– Dwa miesiące temu dowiedziałam się o 'samobójstwie' Gacy'ego.
Spojrzeliśmy na siebie. Chyba myśleliśmy o tym samym. Te dwie sprawy nie mogły przypadkowo zbiec się w czasie.


*


– Delilah.
Podniosłam oczy znad miski płatków na mojego tatę i uniosłam brwi do góry.
Wyglądał tak, jakby nie przespał kilku nocy z rzędu. Na jego twarzy malował się wyraz zmartwienia i smutku. Wydawało mi się, że ma dla mnie jakieś złe wieści.
– Nie wiem, czy powinienem cię o to prosić – zaczął i spojrzał mi w oczy tak, jakby chciał mnie przeprosić. – Ale nie mam pojęcia, co mógłbym zrobić innego. Wydajesz się jedyną odpowiednią osobą.
– O co chodzi, tato?
Zaczęłam się denerwować, widząc, jak tata z trudem dobiera słowa.
Milczał przez dłuższą chwilę, co tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że nie ma mi nic dobrego do powiedzenia lub to, o co mnie chciał prosić, przerastało nawet jego.
– Chodzi o córkę Henry'ego...
– O Jess? – Zmarszczyłam brwi.
Skinął głową.
– Widzisz, kilka dni temu została napadnięta i... – urwał, patrząc mi prosto w oczy.
Przez pierwsze kilka chwil nie mogłam dopuścić do siebie myśli, że Jess mogło stać się coś tak okropnego.
– Nie – wyrwało się tylko z moich ust.
– Nam wszystkim trudno w to uwierzyć – westchnął ciężko. – Dlatego pomyślałem, że mogłabyś z nią o tym porozmawiać. Wiem, że proszę o wiele, Delilah, ale ona sobie kompletnie z tym nie radzi.
Ocierałam łzy, a tata mówił dalej. Zdawało mi się, że sam miał ochotę się rozpłakać.
– Henry i Grace nie wiedzą, co robić. Poprosili mnie o pomoc, chyba nikt nie zrozumie ich tragedii lepiej niż my. – Przełknął ślinę. – Jessica targnęła się na swoje życie, ale w porę ją odratowano, nie chce rozmawiać z psychologiem, siedzi całymi dniami w swoim pokoju i płacze. Nikt nie umie do niej dotrzeć, więc może ty...
Pokiwałam twierdząco głową, zgadzając się od razu. Mimo że nie znałam dobrze Jess, czasem miałam okazję z nią rozmawiać. Jako że nasi ojcowie się przyjaźnili, czasami Jess spędzała u nas popołudnia, gdy Will i Henry prawowali nad sprawą. Jessica zawsze była pełna energii i potrafiła rozśmieszyć każdego dookoła. Chociaż czasem mnie denerwowała swoim nienaturalnym optymizmem, lubiłam ją i nigdy nie pomyślałabym, że spotka ją coś tak okropnego. Że spotka ją to, co spotkało mnie.
– Czy wiadomo, kto to zrobił? – spytałam szeptem.
Tata pokiwał przecząco głową.
Poczułam mdłości.


Wieczorem tego samego dnia pojechałam z tatą do Henry'ego. Siedząc w samochodzie, czułam jak mój żołądek boleśnie się kurczy. Byłam zdenerwowania, ponieważ nie miałam pojęcia, jak zareaguję, gdy zobaczę Jess. Wiedziałam, że będę na nowo musiała powracać do bolesnych wspomnień i na nowo to wszystko przeżywać. Nie byłam na to gotowa. I nie byłam pewna, czy jestem w stanie pomóc Jess przez to przejść, gdy ja sama jeszcze nie uporałam się z przeszłością.
Sam widok rodziców Jess wiele mnie kosztował. Czułam się zupełnie tak, jakby patrzyła na twarze moich rodziców trzy lata temu, widziałam na nich dokładnie te same uczucia bólu, smutku i rozpaczy.
Kiedy zobaczyłam Jessicę, zdawało mi się, że patrzę w lustro. Siedziała na łóżku, miała podpuchnięte od płaczu oczy, jej włosy było niedbale związane w kucyka, obejmowała się ramionami, jakby chciała obronić się przed kolejnym atakiem.
– Czego chcesz? – spytała, widząc mnie w drzwiach jej sypialni. Wyglądała, jakby zobaczyła ducha.
Usiadłam koło niej na łóżku i ścisnęłam jej dłoń, w geście pocieszenia, choć wiedziałam, że to i tak nie sprawi, że poczuje się lepiej. Opowiedziałam jej o tym, że przechodzę przez to samo, co ona, że wiem, jak to jest czuć się bezwartościowym, że doskonale wiem, co oznacza czuć pustkę w środku. Słuchała mnie w milczeniu, a po jej policzkach spływały łzy. Moje serca łamało się na ten widok, ale obiecałam sobie, że nie będę przy niej płakać.
– On powiedział, że zrobi mi jeszcze gorsze rzeczy niż to – załkała. Spojrzała mi prosto w oczy, a mnie przeszedł dreszcz. Widziałam w nich czyste przerażenie. – Delilah... – Szloch targnął jej ciałem. Wpadła w panikę. – On... on... mówił o tobie.
Patrzyłam na nią i nie mogłam się ruszyć. Wstrzymałam oddech, mając nadzieję, że się przesłyszałam.
– On kazał mi ci to przekazać. – Wstała z łóżka i podeszła do jednej z szuflad i wyciągnęła coś z niej.
Siedziałam na jej łóżku i walczyłam ze łzami w oczach. Wszystko dookoła mnie zaczęło wirować, a w uszach zaczęło mi szumieć. Jess drżącą dłonią podała mi kilka kartek. Chwilę czasu zajęło mi odgadnięcie na co patrzyłam, ponieważ nie mogłam uwierzyć, że to działo się naprawdę.
– On powiedział, że jeżeli ci tego nie dam, to zrobi krzywdę moim rodzicom. Powiedział, że mam o tym nikomu nie mówić, bo inaczej... – Nie dokończyła, tylko się rozpłakała.
Gapiłam się tępo w zdjęcia, które trzymałam w dłoniach i czułam mdłości. Zobaczyłam na nich mnie i Chole razem w kawiarni, Daniela z rozciętą wargą, gdy stał przed szkołą, tatę, który właśnie wsiadał do samochodu. Był to dla mnie jasny przekaz, że Gacy trzyma nas wszystkich w garści.
Tylko dlaczego musiał posunąć się tak daleko, żeby dostarczyć mi te zdjęcia? Dlaczego musiał zniszczyć życie niewinnej rodzicie? Dlaczego musiał tak skrzywdzić Jess?
Schowałam te zdjęcia do kieszeni. Jessica mamrotała pod nosem niewyraźne słowa. Cała dygotała, więc objęłam ją ramionami. Nienawidziłam go za to, co nam zrobił, za to, że zniszczył wszystko, co obie miałyśmy. Nie miał prawa jej dotknąć, nie miał prawa jej skrzywdzić, nie miał prawa jej zastraszać. To była sprawa między nim a mną, a nie niewinną Jessicą, która nie miała pojęcia nawet, co on mi zrobił. Posunął się za daleko. Nie mogłam pozwolić na to, by nadal krzywdził innych ludzi. To musiało się wreszcie skończyć.
Poczekałam aż Jess uśnie i dopiero wtedy wyszłam z jej pokoju. Jej rodzice i mój tata czekali na mnie w salonie. Zapewne oczekiwali, że powiem im, że już z nią lepiej, ale nie zamierzałam ich okłamywać. Tata widząc, w jakim jestem stanie, zabrał mnie z ich domu, przepraszając mnie i równocześnie dziękując, że spróbowałam.
– Zawieziesz mnie do Chole? – Nie udawałam, że wszystko gra, ponieważ było zupełnie inaczej. – Potrzebuję rozmowy z nią.
Tata zgodził się od razu i już za kilka minut staliśmy przed domem mojej przyjaciółki. Wysiadłam i skierowałam się do jej drzwi, mimo że nie zamierzałam przez nie wchodzić. Chloe i tak nie było w domu, ponieważ pojechała do Ryana. Po prostu potrzebowałam wymówki, żeby spotkać się z The Snipers, tak żeby tata nic nie podejrzewał.
Zadzwoniłam do Xaviera i poprosiła go, żeby po mnie przyjechał, ponieważ to nie była rozmowa na telefon. Zgodził się i kazał mi czekać tam, gdzie stałam. On sam brzmiał tak, jakby był zdenerwowany i czymś zajęty. On i jego przyjaciele mieli pewnie dużo na głowie. Musiałam jednak opowiedzieć im o tym, co się stało Jess, ale nie wiedziałam, czy mogłam liczyć z ich strony na to, że się tym przejmą. Nadal myślałam o tym, by zadzwonić na policję, ale zdjęcia w kieszeni moich spodni zaczęły mi ciążyć i odpuściłam.
Mijały kolejne minuty, a ja czekałam na Xaviera. Z coraz większym zdenerwowaniem zagryzałam wnętrze swojego policzka i zaciskałam palce na pasku mojej torby. Teraz, kiedy straciłam poczucie bezpieczeństwa, nie lubiłam przebywać sama. Czułam, że wystawiam się mu na tacy.
Kiedy już przestawałam wierzyć w to, że Xavier naprawdę po mnie przyjedzie i miałam zamiar iść na najbliższy przystanek, dobrze znane mi czarne auto wjechało na ulicę. Nie podobało mi się to, że Xavier skłamał i osobiście po mnie nie przyjechał, tylko posłużył się swoim gburowatym przyjacielem.
Wsiadłam do samochodu i zapięłam pas. Wymieniłam krótkie spojrzenie z Lukiem i odwróciłam głowę w stronę okna. Nie miałam zamiaru opowiadać mu o Jess, a przy okazji o tym, co mnie spotkało. Nie chciałam znów widzieć jego wzroku, który wyrażał obrzydzenie.
– Co było aż tak ważne? – spytał zniecierpliwiony moim zawziętym milczeniem i unikaniem kontaktu wzrokowego.
– To nie twoja sprawa. Xavier miał po mnie przyjechać.
– Xavier jest trochę zajęty, więc go zastępuję. O co chodzi?
Luke patrzył na mnie twardym wzrokiem. Wyglądał na wyprowadzonego z równowagi, ale nie wydawało mi się, żebym ja była tego przyczyną.
Westchnęłam ciężko. Oni musieli o tym wiedzieć.
Wyciągnęłam pogięte fotografie, które dała mi Jess, z kieszeni i podałam je Lukowi, gdy staliśmy na czerwonym świetle. Patrzył na mnie ze zmarszczonymi brwiami.
– Dostałam je od Gacy'ego – wyjaśniłam szeptem. Widząc minę Lucasa, dodałam zaraz: – Znaczy... On zmusił Jessicę, córkę przyjaciela taty, żeby mi je przekazała.
Wyjaśnienie tej sytuacji Lukowi było dla mnie trudne, ponieważ w pewnym sensie wracałam do tego, co mnie również zrobił Gacy. Przed oczami widziałam cały czas skuloną sylwetkę Jess i ogarniała mnie coraz większa rozpacz i złość. Może gdyby wydarzenia sprzed trzech lat potoczyły się inaczej, Jessica nie przechodziłaby teraz przez załamanie psychiczne, nie targnęłaby się na swoje życie. Wiem przez co przechodziła, ponieważ ja sama wciąż musiałam się mierzyć z potwornymi uczuciami każdego dnia. Gacy odebrał mi wszystko. I mimo że miałam myśli samobójcze, nigdy nie przełożyłam w ich w działanie. Ból i nienawiść był nie do zniesienia, ale nie zamierzałam umierać. Ponieważ moje życie było jedyną rzeczą, której ten potwór mi nie odebrał.
– Ona była niewinna – wyszeptałam. Mój głos drżał, a do oczu wciąż napływały łzy, które za wszelką cenę próbowałam przełknąć. – To moja wina, gdyby...
– Czyli ona go widziała? – przerwał mi Luke. – I kazał jej przekazać ci te zdjęcia? Zrobił to wszystko tylko po to, żeby przekazać ci zdjęcia?
– Nie rozumiesz? On pokazuje, że ma mnie w garści, że nie mogę nic zrobić. Jest zdolny do wszystkiego. Skoro zrobił coś takiego Jess, to dlaczego nie mógłby zrobić tego Chloe? – Przycisnęłam dłonie do skroni, by zmniejszyć w nim bolesne pulsowanie.
Hemmings długo myślał nad moimi słowami. Wpatrywał się w drogę, a ja wpatrywałam się w niego. Spodziewałam się, że zapewni mnie, że znajdą tego bydlaka, że on nie ma prawa krzywdzić niewinnych ludzi, jednak Luke milczał.
Przyglądałam się twarzy Lucasa i próbowałam dostrzec choć jedno jej drgnięcie. Minę, która pokaże, że przejmował się tym, co działo się dookoła mnie, że nie jest mu obojętny los Jess. Zamiast tego widziałam tylko ponurą twarz, sine cienie pod oczami i malinowe usta, które od czasu do czasu zaciskały się w cienką linię. Szara cera chłopaka i zmęczenia, które malowało się na jego twarzy wskazywało na to, że nie spał pewnie od kilku dni. Niebieskie oczy, mimo że wciąż twarde i niewzruszone, były nieco zmrużone.
Twarz Luke'a, na którą teraz patrzyłam była czymś nowym. Nie wyglądał wprawdzie na zmartwionego czy wystraszonego, ale wyglądał tak, jakby coś go bolało. Możliwe, że faktycznie tak było. Jednak coś w jego zachowaniu mówiło mi, że tutaj nie chodzi tylko o ból fizyczny. Chodziło o coś poważniejszego.
– Gdzie jedziemy?
Luke oblizał swoje wargi i uciekł wzrokiem w bok. Zastanawiał się nad odpowiedzią.
Czekałam cierpliwie na odpowiedź. Nie miałam już sił na kolejną kłótnię.
-- Do Jareda.
  • *
Jared mieszkał w małej kawalerce w starej kamienicy. Jego mieszkanie było małe, duszne i panował w nim okropny nieporządek. Siedziałam w jego ciasnym salonie i wodziłam wzrokiem po pomieszczeniu. Wszędzie leżały książki i to nie byle jakie książki, wszystkie z dziedziny informatyki, kodowania i innych rzeczy, o których nie miałam pojęcia. Większość z książek była zniszczona, co wskazywało na to, że Jared często z nich korzystał. Musiał być naprawdę bystry, ponieważ byle kto nie dałby sobie rady z takimi trudnymi rzeczami.
Obserwowałam widok za oknem i próbowałam przysłuchać się rozmowie dwójki chłopaków, którzy stali w kuchni i mówili ściszonymi głosami. Zabronili mi być przy tej rozmowie. Nie podobało mi się to, ponieważ chciałam wiedzieć, co się działo i dlaczego przyjechaliśmy akurat tutaj. Coś musiało być na rzeczy, bo i Jared i Luke wyglądali na zdenerwowanych i zaniepokojonych. Może chodziło o nowy gang motocyklistów, może policja siedziała im na karku, a może byli na tropie złapania Gacy'ego. Zostały mi tylko domysły, które doprowadzały mnie tylko do jeszcze większej paranoi.
– O czym rozmawialiście? – spytałam Jareda, gdy ten wszedł do pokoju i podał mi szklankę wody.
– O naszych sprawach – odpowiedział za niego Luke. – Bierz się do roboty, zaczekam. – Zwrócił się do przyjaciela.
Jared posłał mi przelotnie spojrzenie i zniknął w korytarzu, zostawiając mnie samą z Hemmingsem. Luke nie był zainteresowany udzieleniem mi jakichkolwiek wyjaśnień, nawet na mnie nie spojrzał. Zawiesił wzrok gdzieś w przestrzeni i kompletnie ignorował spojrzenie, które w niego wbijałam.
– Dlaczego niczego mi nie mówicie?
Lucas westchnął zrezygnowany.
– A było tak pięknie, gdy milczałaś...
– Chcę wiedzieć. Mam już dość siedzenia z założonymi rękami i patrzenia jak ledwo co radzicie sobie z tym bałaganem.
– Radzimy sobie bardzo dobrze – mruknął Luke, przymykając oczy.
– Właśnie widzę, radzicie sobie cudownie. Nadal nie macie nic o tych motocyklistach, nie macie pojęcia, gdzie jest Gacy, a policja niedługo do was dotrze, bo macie wtyczkę w swoim otoczeniu. Radzicie sobie cudownie.
Hemmings zacisnął zęby. Najwidoczniej nie lubił, gdy ktoś oceniał go i jego przyjaciół, ale miałam to w nosie. Byłam chyba jedyną osobą, która patrzyła realnie na sytuację, mimo że nie do końca wiedziałam, co jest grane.
– Dlaczego nie powiesz mi, dlaczego przyjechaliśmy do Jareda? Znów ma kogoś znaleźć?
– Przestań mówić – jęknął. Siedział z zamkniętymi oczami. Nie wyglądał na szczególnie poruszonego.
– Jak możesz siedzieć spokojnie, gdy Jessice zrobiono coś tak okropnego? Nie obchodzi cię to, że twoi przyjaciele narażają swoje życie? – Wybuchłam. Miałam po dziurki w nosie jego ignoranckiego zachowania. – Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę, że ktoś ostrzelał samochód Michaela, włamał się na waszą posesję!
– Uwierz mi, zdaję sobie z tego doskonale sprawę. – Otworzył swoje niebieskie oczy i spojrzał na mnie w taki sposób, że miałam ochotę skulić się w sobie. – A twoje ciągłe narzekanie i panikowanie wcale nam nie pomaga. Pakujesz się w kłopoty i sama prosisz się o to, żeby spotkało cię coś złego. Nie powiem ci, co się dzieję, bo nie poradzisz sobie z tym. Jesteś zbyt słaba, by udźwignąć tą sytuację.
Poczułam się tak, jakby ktoś mnie spoliczkował. Można mi było zarzucić wszystko, naprawdę wszystko, ale nie to że byłam słaba.
– Jestem zbyt słaba? – powtórzyłam cicho. Moja dolna warga zadrżała. – Ja jestem zbyt słaba? – Zaśmiałam się histerycznie, uciekając wzrokiem w bok. – O niczym nie masz pojęcia! Nie masz prawa mówić mi, że jestem słaba. Przeżyłam więcej niż ty! Byłam w samym środku piekła. – Zerwałam się z kanapy, kiedy w moich oczach zalśniły łzy. – Patrzyłam, jak wszystko co kocham, zostaje zniszczone! Umierałam każdego dnia, oglądałam cierpienie moich najbliższych i mimo wszystko stoję tu teraz i walczę z tym piekłem ponownie. – Zaczęłam rozpinać guziki mojej koszuli. Lucas obserwował mnie, a na jego twarzy wreszcie zawitało jakieś inne uczucie niż chora obojętność. – Widzisz to? – odsłoniłam swój brzuch i klatkę piersiową. Znajdowało się tam mnóstwo jasnych, wypukłych blizn, które szpeciły moją bladą skórę. – Nie wiesz, jak to jest patrzeć codziennie w lustro i oglądać je, przeżywać cały ten koszmar wciąż od nowa, brzydzić się sobą. O niczym nie masz pojęcia.
Luke rozchylił usta. Wyciągnął dłoń, by dotknąć jedną z blizn na moim brzuchu, ale odsunęłam się gwałtownie. Stałam przed nim całkowicie naga, nie fizycznie, ale psychicznie. Odsłoniłam przed nim moje największe demony, swoje słabości. On mógł zrobić z tym, co tylko zechciał. Mógł mnie wyśmiać, albo jeszcze gorzej – mógł potraktować to obojętnie. Moje cierpienie mogło go w ogóle nie obchodzić. Jednak mimo wszystko powiedziałam mu o nim. Może to sprawiłoby, że brzydziłby się mną trochę mniej.
Pociągnęłam nosem, próbując opanować płacz. Moje ciało dygotało. Byłam rozchwiana emocjonalnie i rozsypywałam się na kawałeczki.
Mina Luke'a było nie do zdefiniowania. Nie umiałam nazwać uczuć, które malowały się na jego twarzy, ale na pewno nie było to współczucie czy zrozumienie. Chciałam, żeby przestał na mnie patrzeć w ten sposób. Czułam się jeszcze bardziej obnażona. Dlaczego nie odwrócił wzroku? Moje blizny były obrzydliwe, każda z nim przypomniała, że ten potwór położył łapska na moim ciele i zostawił na nim pamiątkę po sobie. Jednak on wciąż na mnie patrzył, nawet wtedy, gdy blizny zniknęły pod moją koszulą. Choć wydawać się mogło, że nadal je widział przez materiał. Jego oczy spotkały moje dopiero za kilka chwil i gdy zajrzałam w jego stalowe tęczówki, wzdrygnęłam się. Płonące w nich uczucie było czymś, co sprawiło, że cofnęłam się o krok.
Niech wreszcie przestanie na mnie patrzeć.
Luke otwierał usta, żeby coś powiedzieć, jednak żaden dźwięk nie wyszedł spomiędzy jego warg. Jared wtargnął do pokoju i zatrzymał się gwałtownie widząc naszą dwójkę. Był zdezorientowany.
– O co chodzi? Masz coś? – Luke mimo że zwrócił się do swojego niego, wciąż patrzył na mnie.
Czułam mdłości.
– Christopher Milton – odpowiedział Jared. – To Chris.
Luke pobladł jeszcze bardziej niż wcześniej i pokręcił przecząco głową.
– To niemożliwe, nasz Chris nie mógł tego zrobić. – Wstał z kanapy i zabrał od Jareda kilka kartek. Studiował je uważnie, a zmarszczka między jego brwiami pogłębiała się. – To są jakieś jaja.
Jared stał z opuszczonymi ramionami i oddychał głęboko.
– Co się dzieje? Kim jest Christopher?
– To on podobno zgwałcił Jessicę, twoją koleżankę. – Kartka, którą trzymał Luke została zgnieciona w kulkę i ciśnięta o ścianę. – To niemożliwe.
Musiałam usiąść, by nie upaść. Nie nie miało sensu. Przecież wiadomo było, że Jess skrzywdził ktoś inny, nie Chris, kimkolwiek on był. Zdjęcia były jasną wiadomością dla mnie. Poza tym mała literka G na odwrocie każdego zdjęcia mówiła sama za siebie. To musiała być jakaś pomyłka.
– Jadę do niego, myślisz, że policja już go zgarnęła? – Luke kierował się w stronę wyjścia, a Jared zaraz za nim.
– Nie wiem, możesz spróbować.
– Kto zeznał, że to on? – spytałam. – Musieli jakoś wytypować go jako podejrzanego. Wyniki badań nie mogły przyjść tak szybko.
– Anonimowy świadek – odparł Jared. – Lucas, nie wiem, czy to dobry pomysł. Możesz trawić w sam środek obławy policyjnej.
– Jadę z tobą. – Zabrałam swoją torebkę i poszłam z Hemmingsem.
– Nie ma mowy, Jared odwiezie cię do domu – nakazał. – Muszę to sprawdzić.
– Nie, Luke, jadę z tobą – nalegałam. – Nie mogę siedzieć w miejscu.

Chłopak westchnął, patrząc mi w twarz. Skinął głową i zniknął na klatce.

Od autorki: przepraszam

Rozdział 22

Mimo szlabanu danego przez tatę, Daniel i tak wymykał się z domu, żeby spotkać się z The Snipers. Mówił mi, że jest im potrzebny. Nie widziałam się z żadnym z nich od wyścigów, kiedy Luke odwiózł mnie do domu. Pytałam Daniela nie raz o to, czy mają coś nowego, co zamierzają dalej robić i kiedy to wszystko się skończy, ale nie uzyskałam odpowiedzi. Jedyne, co uzyskałam to poczucie winy, ponieważ przez bałagan panujący w moim życiu, zaniedbywałam rodzinę i przyjaciół. Tata wciąż był zły na mnie i Daniela, prawie nie rozmawialiśmy z nim, ale za to musieliśmy odbyć poważną rozmowę z mamą, która również była na nas wściekła. Daniel jednak najbardziej oberwał. Mama i tata powtarzali mi w kółko, że zawiódł ich, że jest nieodpowiedzialny i że marnuje sobie w ten sposób życie. I mimo że Dan mówił mi, że ma ich słowa gdzieś, wiedziałam, że jest odwrotnie. Słowa rodziców sprawiły mu ból.
– Powinieneś odpocząć. Prawie nie sypiasz, całe noce jesteś poza domem. – Westchnęłam, kiedy spojrzałam na bladą twarz Daniela.
– Jest okej – mruknął tylko.
– Mówię poważnie, Daniel – odparłam. – Nie pociągniesz tak długo.
– Nie martw się. – Posłał mi wymuszony uśmiech. – Jest okej. – I nim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, wyszedł z domu.
Żadne z nas nie przestrzegało szlabanu. Daniel wyszedł z domu, mimo zakazu, a do mnie z kolei przyszli Chloe i Ryan. I choć przez chwilę mogłam porozmawiać z kimś normalnie i odpocząć od problemów. Przykładałam się teraz jeszcze bardziej niż kiedyś do udawania, że u mnie wszystko w porządku i że czuję się dobrze. Czasem miałam wrażenie, że Chloe wcale tego nie kupowała, ale nie pytała mnie o nic, za co byłam jej wdzięczna.
– Dee – zagadnęła Chloe, kiedy Ryan wyszedł do łazienki. – Jak u Dana? – spytała szeptem. – Nadal ma jakieś kontakty z Hemmingsem?
– Chyba nie – odpowiedziałam, choć było zupełnie inaczej. – Teraz jest lepiej. Tata dowiedział się o wszystkim i potrząsnął nim.
– To dobrze – uśmiechnęła się. – Mówiłam, że wszystko się ułoży? – Szturchnęła mnie w ramię. – Wystarczy trochę czasu i wszystko się poukłada. Dan się ogarnie, ty znajdziesz sobie nowego chłopaka, skończymy szkołę, pójdziemy razem na studia i będziemy żyć długo i szczęśliwie.
– Czy mówiłam ci, jak bardzo uwielbiam twój optymizm? – Uśmiechnęłam się do niej delikatnie.
Cieszyłam się, że mogłam normalnie z kimś porozmawiać o zwykłych rzeczach. Ryan opowiadał żarty i zabawne historie, które mu się przytrafiły w pracy. Odpoczęłam przy nich psychicznie i choć na moment odprężyłam się.
Kiedy wyszli, pozamykałam drzwi i zabrałam się za pracę domową. Zaniedbywałam szkołę coraz bardziej i w ogólnie nie przykładałam się do nauki. Do egzaminów końcowym było jeszcze dużo czasu, ale wiedziałam, że ciężko będzie mi nadrobić zaległości. Czułam się dziwnie, gdy planowałam na jaką uczelnie pójdę, skoro nie byłam pewna, czy uda mi się przetrwać kolejny dzień. Nie zakładałam, że uda mi się przeżyć do egzaminów końcowych, ale czepiałam się kurczowo moich planów o pójście na studia.
Zawsze marzyłam o ratowaniu ludzi. Od dziecka chciałam zostać lekarzem. Kiedy inne dziewczynki bawiły się lalkami i stroiły je w różowe sukienki, ja badałam je, podawałam im leki i opiekowałam się nimi niczym pani doktor. Z wiekiem chęć pomagania innym ludziom stawała się coraz silniejsza, angażowałam się w zbiórki pieniędzy na cele charytatywne, po ukończeniu osiemnastu lat zostałam dawcą krwi i zarejestrowałam się jako dawca szpiku. Gdy byłam dzieckiem wyobrażałam sobie siebie w przyszłości jako panią doktor, która jest bohaterką i ratuje ludzi. I nawet to, co zrobił mi Gacy, nie zabiło we mnie tego marzenia. Choć przez bardzo długi czas myślałam, że to zabiło mnie i mimo że nadal oddychałam, jadłam i chodziłam, nie oznaczało, że żyłam. To marzenie obudziło się we mnie ponownie kiedy Daniel pierwszy raz wdał się w bójkę z jednym z zawodników drużyny futbolowej. Znalazłam go w męskiej łazience, próbującego zatamować krwawienie z nosa. Opatrzyłam jego siniaki i zatamowałam krwawienie z nosa, zawiozłam go do szpitala, żeby nastawili mu nos, ponieważ był złamany. Od tamtej pory towarzyszyło mi nieodparte poczucie odpowiedzialności za mojego brata. Postawiłam sobie za cel opiekowanie się nim, tak jak on opiekował się mną.
Teraz z perspektywy czasu mogłam dostrzec, że Dan zawsze nade mną czuwał, mimo że był moim młodszym bratem. Jemu opieka nade mną szła znacznie lepiej niż mi opieka nad nim. Posunął się do absurdalnych rzeczy, byleby tylko mnie ochronić. Nigdy nie zdołałabym mu się odwdzięczyć, za to ile dla mnie zrobił. Patrząc obiektywnie na wydarzenia ostatnich tygodni, nie tylko mój brat próbował mnie chronić. W jakiś dziwny i niezrozumiały dla mnie sposób, członkowie The Snipers też w pewnym sensie to robili. Luke uratował mnie przed staranowaniem, Calum ocalił mnie przez gangiem motocyklistów, a Xavier oszczędził mi nocy spędzonej na ulicy i bezpiecznie odwiózł do domu.
Właśnie. Wiedziałam, że coś mi umykało. A mianowicie Xavier Smith, którego akta wciąż leżały w mojej torbie i do których wciąż nie zajrzałam. Zapomniałam o nich, kiedy złapano mnie w gabinecie Atkinsona.
Czym prędzej zajrzałam do swojej torby w poszukiwaniu teczki. Jednak jej tam nie było. Próbowałam sobie przypomnieć, czy gdzieś jej nie schowałam, ale ona cały czas była w moje torbie. Nie wyjmowałam jej, a teraz jej nie ma. Przeszukałam jeszcze inną torbę i całe biurko dla pewności, że gdzieś jej tam nie położyłam, ale nigdzie jej nie znalazłam. Teczka zapadła się pod ziemię. Naszły mnie złe przeczucia. Teczka sama z siebie nie mogła zniknąć. Więc albo ją zgubiłam albo ktoś wyjął ją z mojej torby. Podejrzewałam, że zrobił to tata. Ale dlaczego nie powiedział mi o tym, co znalazł w mojej. Dlaczego nie zrobił mi z tego powodu awantury? Przecież jako prawnik nie mógł pozwolić sobie, by jego wspólnikom wykradano akta spraw. A co jeżeli to nie tata wyjął teczkę z mojej torby? Może zrobił to Daniel? Jeżeli tak, to teraz The Snipers na pewno mnie załatwią, ponieważ już nie pierwszy raz mieszam się w ich sprawy. A jeśli Luke powiedział im, że rozmawiałam o nich z Maxem, jestem już martwa.
Przeszukałam cały swój pokój oraz pokój mojego brata. Byłam przerażona tym, że ktoś miał dostęp do teczki, którą wykradłam, a która powinna była spoczywać na regale w gabinecie Atkinsona.
Teczka z aktami sprawy Smitha zniknęła, a ja straciłam już pomysły gdzie mogłaby być i kto mógłby ją wziąć. Jedyne, co mi teraz zostało, to zapytanie Daniela, czy jej nie wziął.
I tak też zrobiłam. Kiedy mój brat wrócił po godzinie do domu, zapytałam go o teczkę.
– Jaka teczka? Niczego od ciebie nie brałem. – Zerknął na mnie zmieszany.
– Już nieważne. – Machnęłam ręką.
– Czy w tej teczce było coś ważnego? – spytał, marszcząc brwi.
Skrzywiłam się i westchnęłam ciężko. Musiałam powiedzieć mu prawdę. Choć pewnie nie będzie zachwycony tym, że teczka z informacjami o Xavierze zaginęła i ktoś miał dostęp do jego danych i całej historii procesu.
Opowiedziałam Danielowi o rozmowie z komisarzem, o tym, że wspólnik taty trzy lata temu prowadził sprawę Xaviera, o tym, że wykradłam teczkę z aktami tej sprawy z gabinetu Atkinsona i o tym, że tata mnie złapał na gorącym uczynku. Daniel wysłuchiwał mnie w ciszy, od czasu do czasu zaciskając usta, jakby powstrzymywał się przed powiedzeniem mi czegoś. Z jego miny mogłam wywnioskować, że nie był zadowolony moim działaniem na własną rękę i tym, że grzebałam w sprawach jego przyjaciół.
– Kto miał dostęp to tej teczki? – wycedził Dan, gdy skończyłam.
– Ja, i ty, i tata – mruknęłam. Czułam się winna. Zupełnie jakbym wyrządziła komuś krzywdę przez własną głupotę, choć wcale tak nie było. – Każdy, kto był w domu.
Daniel przetarł twarz dłońmi i przymknął oczy. Najwyraźniej potrzebował chwili na przetrawienie tego, co mu powiedziałam.
– I co teraz zrobimy? – spytałam zrezygnowana. – Powiesz im o tym?
– Nie – zaprzeczył. – Nie wiem... Cholera jasna! Po co się w ogóle w to mieszałaś? Prosiłem cię, żebyś odpuściła, a ty nadal swoje. Nie musisz im ufać. Nigdy tego od ciebie nie wymagałem. Wystarczy, że zaufasz mi. – Patrzył na mnie karcąco, a moje wyrzuty sumienia się nasiliły. Zgotowałam mu kolejną porcję kłopotów i pewnie nieźle oberwie za moje lekkomyślne zachowanie.
– Dan, nie mam pojęcia się się dzieje. Niczego mi nie mówisz. Przecież sam powiedziałeś, że nie możesz mnie chronić przez niewiedzę. Wszystko się coraz bardziej komplikuje i nie rozumiem tego, co zaczyna się dziać. – Mówiłam słabym głosem. Ucisk w klatce piersiowej nabrał na sile. – Boję się, Dan. – Spojrzałam mu w oczy. – Boję się o ciebie, o Chloe, o Seana. Boję się nawet o Caluma i Michaela.
– Delilah – wymamrotał mój brat, zmieszany moim słowami.
– To zaszło dalej niż myślałam. Ktoś próbował mnie zabić, trafiłam na jakiś gang motocyklistów, ktoś podpalił samochód taty, włamał się do domu i zamontował w nim podsłuch. – Wymieniałam, a mój głos coraz bardziej drżał. – A wiesz co jest najgorsze? Że ja znam osobę, która to zrobiła.
Dan otworzył szerzej oczy.
– Znasz go?
– Tak, ale... Słyszałam śmiech osoby, która do nas się włamała i... i ja znałam ten śmiech, ale nie wiem do kogo należy. – Wzięłam głęboki wdech. Zamierzałam podzielić się z Danielem moimi podejrzeniami. – Osoba, która włamała się do sekretariatu, ta która mnie śledziła po imprezie i ta, która włamała się do naszego domu, to jeden i ten sam mężczyzna, Dan. A skoro to nie Luke, ani żaden z The Snipers... A ja znam tą osobę to...
– Myślisz, że ktoś z twoich przyjaciół współpracuję z Gacym? – Daniel zerwał się na równe nogi i zaczął krążyć po pokoju. – To by się zgadzało. Żeby dostać się na podwórko, trzeba znać kod do furtki. Wszyscy twoi znajomi go znają, prawda?
– Znają też kod po zmianie – dodałam szeptem.
– Czyli ten ktoś może wejść do naszego domu, kiedy mu się tylko podoba. Cudownie, kurwa. Jakbyśmy mieli za mało problemów. – Splunął rozzłoszczony. – Będę musiał powiedzieć o tym chłopakom.
– Dan, proszę, nie mów im o teczce – jęknęłam zrozpaczona. – Oni mnie za to zabiją.
Spojrzał mi w oczy, myśląc na moją prośbą, a następnie skinął głową.
– Na razie się o tym nie dowiedzą – powiedział z poważną miną. – Ale musimy im powiedzieć o twoich domyśleniach.
Pokiwałam głową i w tym samym momencie zabrzęczał mój telefon. Wymieniłam z Danielem spojrzenia, a następnie zerknęłam na telefon.
Zabawa właśnie się rozpoczyna. Życzę ci powodzenia, Delilah. G.
Pojedynczy szloch wyrwał się z moich ust, kiedy przeczytałam wiadomość. Dan zabrał mi telefon z ręki i przeklął głośno.
– Ten ktoś ma również dostęp to twojego nowego numeru – wycedził przez zaciśnięte zęby.
Widziałam w jego oczy, że jego też to wszystko powoli zaczyna przerastać.
– Ale co oznacza, że zabawa właśnie się rozpoczyna? – wyszeptałam.
Daniel mi nie odpowiedział, bo jego telefon zaczął dzwonić.
– To Mike – odparł krótko i odebrał. – O co...? Jak to? Okej, czekamy.
– Co się stało? – Ściągnęłam brwi, zaniepokojona telefonem Michaela. – Czy to ma coś wspólnego z SMS-em, którego przed chwilą dostałam?
– Nie wiem – burknął. – Powiedział, że ktoś wszedł na nasze terytorium i zostawił po sobie ślad. Chcą, żebym to zobaczył. Mike po nas jedzie.
– Myślisz, że oni też są na celowniku Gacy'ego?
Dan westchnął ciężko i wzruszył ramionami.
Nie czekaliśmy długo na Michaela. Za kilkanaście minut zaparkował przed naszym domem i zatrąbił. Mimo że nie chciałam jechać razem z Danielem do domu The Snipers, nie miałam wyjścia. Dan powiedział stanowczo, że nie zostanę sama w domu. A ja nie protestowałam, widząc, że jest na skraju wytrzymałości nerwowej i coraz bardziej się o mnie martwi. W drodze powiedział Michaelowi o moich podejrzeniach, na co Mike zareagował podobnie do Daniela na moje słowa. Przeklął siarczyście i powiedział, że to jest dość prawdopodobne.
– Dlaczego ta sprawa jest tak ważna, że musiałeś po nas przyjechać? – spytał Daniel.
– Chyba wiem, kto donosi na nas gliną. Prawdopodobnie znamy też gang, do którego należy przyjaciel Delilah. – Michael wypluł te słowa, krzywiąc się. – Dee, powiedz mi jak wyglądał motocyklista, z którym spotkałaś się razem z Emmą?
– Był wysoki i strasznie blady. – Zmrużyłam oczy, starając sobie przypomnieć przywódcę gangu motocyklistów. – Miał czarne oczy, mówił z akcentem. Nie wiem, nie pamiętam dokładnie. Emma go znała, może powinniście z nią porozmawiać. Dlaczego pytasz?
– Cholera, to nie on – bąknął chłopak. – To nie Singh.
– Zaraz, to Singh miał kopię mojego prawa jazdy, tak? O co chodzi, Mike?
– Sami zobaczycie – odrzekł.
Za kilka minut Mike zatrzymał samochód na podjeździe przed swoim domem. Nie wiedziałam, czego miałam się spodziewać, ale denerwowałam się. Mój żołądek zaciskał się boleśnie, a dłonie zaczynały drżeć.
Daniel i Michael wysiedli pierwsi. Ja musiałam chwilę odczekać, by zdobyć się na odwagę. Bałam się stanąć twarzą w twarz z całym The Snipers, ale jeszcze bardziej bałam się stanąć twarzą w twarz z tym, co sprawiło, że Michael był wściekły.
Kiedy wysiadłam z samochodu, zobaczyłam przed domem mojego brata i Michaela wraz z Ashtonem, Calumem i Xavierem. Zmarszczyłam brwi zaintrygowana, dlaczego stali przed domem?
Rozejrzałam się po okolicy i dopiero wtedy dotarło do mnie, że w pobliżu nie było żadnego domu tylko drzewa i pola wyschniętej trawy. Nigdy wcześniej nie zwróciłam uwagi na to, w jakiej okolicy mieszkali. W każdym razie, nie była ona przyjemna ani bezpieczna, ale czego mogłam się po nich spodziewać.
Przemierzałam podjazd, zbliżając się powolnie do chłopaków i wsłuchując się w trzeszczenie żwiru pod moimi butami. Już z oddali słyszałam ich podniesione głosy.
– To jest chyba pieprzony żart – warknął Xavier. – Kolejny gang?
– Może zrobiła to tylko banda głupich dzieciaków? – Calum próbował uspokoić przyjaciół.
Stanęłam za nimi, nie mając pojęcia, o co im chodziło i dlaczego byli tacy zdenerwowani. Nawet Michael i Xavier, którzy zawsze byli opanowani i zachowywali zimną krew byli wkurzeni.
Kłócili się. Nie zwracali na mnie najmniejszej uwagi, nawet mnie nie zauważyli. Wyminęłam ich, żeby zobaczyć to, na co patrzyli i stanęłam jak wryta.
Na drzwiach garażu widniało ogromne graffiti. Ale to nie było byle jakie graffiti. Było dopracowane w każdym celu. Można by było uznać je za sztukę uliczną, gdyby nie to, że było w nim coś przerażającego. I... i znajomego.
Na garażu widniały dwie wielkie litery namalowane krwistym czerwonym kolorem. Obok nich znajdowała się trupia czaszka w kasku, od którego odchodziło złote skrzydło.
Przekrzywiłam głowę w bok. Już gdzieś widziałam te litery i ten znak. Jednak mimo moich wysiłków, nie mogłam sobie przypomnieć gdzie już to widziałam. Ale doskonale pamiętała co oznaczały dwie wielkie czerwone litery HA.
Wciąż słyszałam krzyki chłopaków, którzy stali za mną. Oni nie mieli pojęcia na co patrzyli, ale ja wiedziałam.

– To jakby inicjały – powiedziałam sama do siebie, mrużąc oczy. Chłopaki za mną umilkli. – Hells Angels.

Od autorki: hej! Tak jak obiecałam, rozdział pojawił się dzisiaj w rozpoczęcie nowego roku szkolnego. Jak wam przebiegło rozpoczęcie? Ja jestem trochę przerażona klasą maturalną, ale jestem też zmotywowana do nauki, więc jakoś dam radę. Za was również trzymam kciuki! Dacie radę!
Jak wam się podoba rozdział? Tak jak mówiłam, to też jest rozdział przejściowy, choć już trochę akcja pod koniec się rozwija. Mam nadzieję, że coś rozumiecie z tego rozdziału, bo wiem, że jest trochę pogmatfany (idk czy jest takie słowo).
Piszcie co sądzicie o rozdziale. Pod ostatnim postem był tylko jeden komentarz, co bardzo mnie zasmuciło. Jeżeli ktoś tu jeszcze jest, niech napisze choć krótki komentarz. Proooszę bardzo ładnie o to. :)
Postaram się wstawić kolejny rozdział 12 września. Od razu uprzedzam, że mogę się nie wyrobić. Zaczęła się szkoła, a ja mam masę nauki w tym roku. Mam nadzieję, że to zrozumiecie. Od matury zależy moje przyszłe życie.
Dziękuję wszystkim, którzy to czytają i tu i na wattapdzie! Jesteście cudowni.
Love y'all!
Minette

Rozdział 21

 – Tata? – Stanęłam w drzwiach zaskoczona.
William Marshall stał w salonie wraz z komisarzem Edwardsem i obaj patrzyli na mnie, dziwnie marszcząc brwi. Wizyta policjanta w moim domu nie oznaczała niczego dobrego. Może dowiedział się, kto włamał się do naszego mieszkania lub kto podpalił samochód taty.
Czy coś się stało? – spytałam niepewnie. Bałam się, że wydało się, że byłam na wyścigach.
Tata wyglądał na poddenerwowanego. Patrzył na mnie uważnie, jakby chciał mnie przejrzeć. Stałam wyprostowana, nie ruszyłam się nawet o centymetr, patrzyłam mu prosto w oczy.
Tak. – Westchnął i usiadł na kanapie.
Edwards poszedł jego śladem. Obaj wyglądali na zmęczonych.
Chodzi o Daniela.
Wstrzymałam oddech. Czy tata dowiedział się o wyścigach? A może znacznie gorzej. Może Daniel... Czy komisarz Edwards przyjechał do nas, żeby powiedzieć, że Danowi coś się stało podczas wyścigu?
Przysiadłam na sofie naprzeciwko nich. Z trudem przychodziło mi opanowanie swoich uczuć. Miałam wrażenie, że zaraz się rozbeczę. Jeżeli coś stało się mojemu bratu...
Słyszałaś kiedyś o wyścigach organizowanych w mieście? – Komisarz Edwards wreszcie przerwał ciszę. Kiwnęłam głową, więc kontynuował. – Jakaś banda dzieciaków postanowiła się zabawić. Cały czas pracujemy nad tożsamością osób, które są za nie odpowiedzialne.
O co chodzi? – Przerwałam mu coraz bardziej zaniepokojona.
O to, że policja złapała Daniela na nich – odpowiedział tata i pokręcił głowa, jakby nie dowierzał własnym słowom.
Dzisiaj odbyły się wyścigi, rozpracowaliśmy je i dotarliśmy do nich. Złapaliśmy kilkoro osób związanych z organizacją.
Daniel organizuje wyścigi? – Zgłupiałam.
Nie. – Zaprzeczył. – Złapałem go, kiedy próbował uciekać. Nie mogłem uwierzyć, kiedy go zobaczyłem.
Od razu przywiózł go do domu – dodał tata.
Nic mu nie jest? – Musiałam się upewnić.
Oprócz tego, że jest uziemiony do końca życia, nie. – Zawód w głosie mojego rodzica był prawie namacalny.
Daniel był jego jedynym synem. Wiązał z nim wielkie plany. Bolało go to, że Dan nie jest taki, jakim go sobie wymarzył. Pewnie obwiniał się, że zachowanie Daniela jest jego winą. I patrząc tacie w oczy, mogłam to ujrzeć. Wyrzucał sobie, że był złym ojcem, że popełnił wiele błędów rodzicielskich, że nie poświęcał nam odpowiednio dużo czasu.
Wiecie kto jest organizatorem tych wyścigów?
Tata i Edwards wymienili między sobą spojrzenia.
Niektórzy nazywają to młodzieżowym gangiem, ale dla mnie to bzdura. To tylko banda zbuntowanych dzieciaków, które razem angażują się w działalność przestępczą. Chcą udowodnić, że są silni i niebezpieczni. Większość z nich kończy zgonem po przedawkowaniu. Okropna sprawa.
Kiedyś mój wspólnik Atkinson prowadził sprawę właśnie jednego z członków młodzieżowego gangu – wtrącił tata. – Chłopak był młody i aż szkoda było na niego patrzeć. Zmarnował swoje życie, a po odsiedzeniu wyroku zniknął. Pewnie wrócił do tego, co robił wcześniej.
Tak, pamiętam tą sprawę – mruknął Edwards.
Kim był ten chłopak? – Zmarszczyłam brwi.
Nazywał się chyba Xavier Smith? – Spojrzał na komisarza,a ten skinął głową. – Jego przyjaciele po fachu wrobili go, a on poszedł siedzieć.
Otworzyłam szerzej oczy, kiedy usłyszałam nazwisko Xaviera. Nigdy nie pomyślałabym, że dowiem się o nim czegoś takiego. Calum zapewniał mnie, że policja nic o nich nie wie, a w rzeczywistości mieli akta ich przywódcy. The Snipers wcale nie mieli tak silniej pozycji w mieście, jak mi mówili. Tak naprawdę mieli na karku policję i ktoś na nich donosił. Xavier mimo że już siedział, nadal kontynuował swoją nielegalną działalność. A mój brat był jednym z nich. Zastanawiałam się, czy tata o tym wiedział. Ale zakładałam, że raczej nie.
O co wtedy chodziło? – spytałam z niezbyt zaciekawioną miną, choć tak naprawdę umierałam z ciekawości.
Nie pamiętam dokładnie – odparł William. – To było zaraz po tym jak się tu przeprowadziliśmy. Atkinson ma chyba akta tej sprawy.
Pokiwałam głową.
Pójdę porozmawiać z Danielem – powiedziałam cicho i z ciężkim westchnieniem podniosłam się z kanapy. – Dzwoniłeś do mamy?
Jeszcze nie.
I nie dzwoń. Tylko zacznie się martwić i pewnie tu przyleci.
Może Danielowi właśnie potrzeba rozmowy z matką – odparł.
On potrzebuje rozmowy z tobą – wymamrotałam zanim wyszłam z pokoju.


Próbowałam porozmawiać z Danielem spokojnie, ale jak można było się domyślić, wywiązała się między nami kolejna kłótnia. Mój brat nie wiedział, że byłam na wyścigach i wszystko widziałam, więc to ja miałam główny powód, by na niego wrzeszczeć.
Nie rozumiesz, w co się wpakowałeś? – wysyczałam wściekła. – Oni mają akta Xaviera. – Widząc zaskoczoną minę Dana, mówiłam dalej. – Nie wiedziałeś, że siedział w więzieniu? Wspólnik taty prowadził jego sprawę. I może nie wiesz, ale Edwards powiedział mi, że mają źródła, które donoszą im o wyścigach, więc policja ma ich w garści. Masz szczęście, że nie domyślili się, że jesteś części ich klubu zbuntowanych panienek.
Daniel wysłuchiwał moich słów w ciszy. Siedział na brzegu łóżka i chował twarz w dłoniach. Wyglądał na zmęczonego i podłamanego. Zresztą jak inaczej mógłby wyglądać po dzisiejszej nocy?
Czy im udało się uciec? – spytałam po chwili.
Dan podniósł głowę i spojrzał na mnie swoimi brązowymi oczami. Skinął nieznacznie głową i ponownie ją opuścił.
Chociaż nie jestem pewny, co do Hemmingsa. Nie było go z nami. Pewnie znalazł jakąś laskę.
I co teraz zrobicie?
To już nie twoja sprawa. Nie martw się, poradzimy sobie.


*
Jednak martwiłam się i nie uważałam, że to nie była moja sprawa. Ta sprawa dotyczyła mnie w takim samym stopniu jak ich. Skoro nie zamierzali ze mną współpracować (chociaż wymagali, że ja będę współpracować z nimi), planowałam działanie na własną rękę. Dlatego zaraz po szkole pojechałam do kancelarii mojego taty.
Samochód taty stał na parkingu, co oznaczało, że był w biurze. Zaparkowałam obok jego auta i skierowałam się do drzwi. Budynek kancelarii miał dziesięć pięter, był oszklony i nowocześnie zaprojektowany. Tata wraz z wspólnikami włożyli w tą przedsiębiorczość masę pieniędzy i trudów. A teraz byli jedną z najlepiej prosperujących kancelarii adwokackich w mieście. W holu powitała mnie jedna z sekretarek taty, ubrana w idealnie dopasowany czarny kombinezon. Wymieniłam z nią kilka zdań, po czym weszłam do windy, by dostać się na piętro, na którym mój tata miał swój gabinet.
Dzień dobry, Delilah – powitała mnie Kate, osobista sekretarka taty, kiedy tylko drzwi windy otworzyły się.
Dzień dobry – odpowiedziałam zmieszana jej uśmiechem.
Twój tata ma właśnie spotkanie, możesz na niego poczekać – powiadomiła mnie.
Pokiwałam głową. Usadowiłam się na małej kanapie, która stała w holu i rozejrzałam się dookoła. Kate uśmiechała się do mnie zza kantorka, od czasu do czasu porządkując jakieś dokumenty i teczki.
Obecność Kate pokrzyżowała moje plany. Spodziewałam się, że nikogo nie będzie i jakimś cudem dostanę się do kluczy, które otwierały gabinety prawników na tym piętrze. Jednak Kate nie wyglądała jakby gdzieś się wybierała, więc musiałam obmyślić plan B. problem tkwił w tym, że nic nie przychodziło mi do głowy. Nie istniał żaden inny sposób, by dostać się do gabinetu Adkinsona. Musiałam mieć klucze. Nie umiałam otwierać zamków drzwiach za pomocą wsuwek do włosów.
Udawałam bardzo zajętą, czytając jakąś pierwszą lepszą gazetę, która leżała na stoliczku do kawy. Od czasu do czasu podnosiłam wzrok, by zerknąć na Kate. Coraz bardziej zaczynałam mnie irytować. Miałam wrażenie, że wie, co zamierzałam zrobić, i uniemożliwiała mi to, słodko się do mnie uśmiechając.
Mijały minuty, a ja siedziałam na kanapie coraz bardziej poddenerwowana i zniecierpliwiona. Gapiłam się na drzwi, na których wisiała plakietka z napisem T. Atkinson.
Miałam już się poddać i wrócić do domu, kiedy Kate podniosła się z krzesła i biorąc kubek po kawie, skierowała się w stronę łazienki. Nie czekałam długo. Gdy tylko drzwi do łazienki zamknęły się za nią, poderwałam się z miejsca. Wpadłam za jej biurko i zaczęłam przeszukiwać szuflady w poszukiwaniu kluczy. Kiedy znalazłam odpowiedni klucz i upewniłam się, że Kate jeszcze nie wraca, wkradłam się do gabinetu Atkinsona. Wolałam nie myśleć o tym, jak wiele ryzykowałam, posuwając się do włamania do biura jednego z wspólników taty. Gdyby mnie złapano, wpadłabym w kłopoty.
Zamknęłam za sobą drzwi najciszej jak umiałam i zabrałam się za przeszukiwanie gabinetu. Na szczęście panował tu nieskazitelny porządek i wszystkie dokumenty były uporządkowane na wielkim regale. Znalazłam półkę, na której znajdowały się wszystkie akta z 2011 roku, a następnie odnalazłam teczkę, na której grzbiecie widniało nazwisko Xaviera.
Poczułam podekscytowanie. Trzymałam w dłoniach rzecz, która mogła zupełnie zmienić dalszy bieg kariery The Snipers. Miałam akta ich przywódcy, mogłam z nimi zrobić co tylko zapragnęłam. A pragnęłam poznać przeszłość Xaviera oraz historię gangów młodzieżowych w Sydney. Mogłabym się dowiedzieć wielu przydatnych rzeczy o gangach i ich funkcjonowaniu. Gdybym poznała historię Xaviera, w pewnym sensie poznałabym historię reszty członków The Snipers. Schowałam teczkę do torby i ułożyłam pozostałe teczki tak, by nie było widać, że jednej brakuje.
Zadowolona z tego, że poszło tak gładko, ruszyłam w stronę drzwi. Ale zatrzymałam się, kiedy za drzwiami usłyszałam kroki. Rozejrzałam się spanikowana w poszukiwaniu kryjówki, ale wiedziałam, że nie zdołam się ukryć.
Miałam przechlapane.
Kate otworzyła drzwi i zmierzyła mnie podejrzliwym spojrzeniem.
Co tu robisz? – spytała, marszcząc brwi.
Chciałam zaczekać na tatę w jego gabinecie. – Nie miałam czasu na wymyślenie jakiegoś dobrego kłamstwa, więc improwizowałam, mając nadzieję, że jakoś uda mi się z tego wykręcić.
To nie jest gabinet Williama – powiedział sucho. – I nie masz do niego kluczy.
Otworzyłam usta, by znów skłamać, ale nic nie przyszło mi do głowy. Za chwilę za Kate pojawił się tata i ściągnął groźnie brwi.
Nie masz prawa przebywać w tym pomieszczeniu – powiedział. Zbeształ mnie wzrokiem.
Skuliłam się w sobie i wyszłam z gabinetu Atkinsona.
Ja to załatwię – mruknął tata do Kate. Kiedy sekretarka odeszła, tata zwrócił się do mnie. Był zdenerwowany. – Co tam robiłaś?
Chciałam z tobą porozmawiać, ale miałeś spotkanie, więc pomyślałam, że zaczekam w twoim gabinecie. – Patrzyłam na niego ze skruchą. Miałam nadzieję, że jakimś cudem uda mi się wcisnąć mu to beznadzieje kłamstwo.
Nie zauważyłaś tabliczki na drzwiach? – Podniósł głos, ale zaraz się opanował. – Porozmawiamy o tym w domu. Śpieszę się.
Posłał mi ostatnie spojrzenie i odszedł.
Westchnęłam ciężko i powłóczyłam nogami do wyjścia. Wiedziałam, że nie będę mogła się z tego wytłumaczyć. Nie umiałam też wymyślić w miarę realistycznego kłamstwa, którym wyjaśniłabym swoją obecność w gabinecie Atkinsona. Nie mogłam również powiedzieć tacie prawdy, dlaczego się tam wkradłam. Nie mogłam powiedzieć mu o Xavierze, o tym, że wiem, co teraz robi. Byłam w sytuacji bez wyjścia. Nie mogłam kłamać, ale również nie mogłam powiedzieć prawdy. Jedyne co mi pozostało to milczenie i przyjęcie kary, którą na pewno dostanę.
W domu czekał na mnie Daniel. Wyglądał na zaniepokojonego, ale kiedy zapytałam go, czy coś się stało, on tylko powiedział, że to kłopoty w szkole. Patrząc na jego minę, mogłam wywnioskować, że on miał również okropny dzień. Miałam dziwne wrażenie, że oboje mamy przesrane.
I faktycznie mieliśmy.
Powiedz mi, Delilah, co ci strzeliło do głowy? – spytał tata, kiedy tylko wszedł do domu. – Wiesz, że to przestępstwo? Gdyby Atkinson się dowiedział, miałbym przez ciebie duże nieprzyjemności.
Przepraszam – burknęłam, patrząc na swoje dłonie spoczywające na kolanach. Siedziałam i potulnie wysłuchiwałam taty. Nie mogłam przeciągać struny i mu odpyskować. Musiałam jakoś załagodzić tą sprawę.
Daniel spoglądał na mnie pytająco, ale o nic nie zapytał.
Zawiodłaś mnie, Delilah. – Westchnął ciężko. – Taka sytuacja ma się już nie powtórzyć.
Dobrze – odparłam.
A teraz oddaj mi kluczyki do swojego auta – wyciągnął dłoń.
Ale tato... – zaczęłam protestować, ale zaraz umilkłam. Zasłużyłam na zabranie samochodu. Zresztą mogło być gorzej. Tata mógł zażądać wyjaśnień, ale tego nie zrobił. Więc bez słowa oddałam mu kluczyki.
A ty Daniel? – Spojrzał na niego, wyczekując wyjaśnień.
Co znowu? – Sapnął mój brat.
Nie chcesz mi wyjaśnić tylu nieobecności w szkole? Albo tego, co robiłeś na wyścigach? A może wyjaśnisz mi to, dlaczego przebywałeś w szkole pod wypływem alkoholu? – Żyła na czole taty niebezpiecznie pulsowała ze wściekłości. – Myślałeś, że się o tym nie dowiem? Rozmawiałem dzisiaj z nauczycielami. Chcą cię zawiesić! Zdajesz sobie sprawę, co to oznacza?
Będę miał więcej wolnego czasu? – spytał lekko Dan.
Uważasz, że to zabawne? Jeżeli sądzisz, że będziesz ignorował szkołę i zaniedbywał swoje obowiązki, a ja nie kiwnę palcem, to jesteś w błędzie. Jeszcze jeden wybryk, Daniel, a odsyłam cię do matki. Zamieszkasz z nią we Francji, może jak zmienisz środowisko, to zrozumiesz, jak niszczyłeś sobie życie. – Tata mówił spokojnym, zimnym głosem, a Dan stał naprzeciw niego i patrzył mu prosto w oczy.
Daniel na wzmiankę o wyjeździe do Francji, skrzywił się.
Dlaczego teraz próbujesz mnie wychowywać? – Zmrużył oczy. – Dlaczego nie zrobiłeś tego wcześniej? Musiałem przechodzić przez syf dorastania sam, nigdy nie miałeś dla mnie czasu, nigdy mi nie powiedziałeś co jest dobre, a co złe. Więc nie oczekuj ode mnie, że będę podejmował odpowiednie decyzje. I tak nigdy nie dorównam twoim oczekiwaniom. Zawsze byłem dla ciebie tylko niewdzięcznym bachorem.
Zawiodłem się na was obojgu – powiedział tata, patrząc najpierw mi w oczy, a później Danielowi. – I może nie zawsze miałem dla was czas, ale nigdy nie uczyłem was kłamania i nieodpowiedzialności. Straciłem do was zaufanie. Nigdy nie zachowywaliście się tak, jak teraz. Macie szlaban do odwołania. Żadnych spotkań z przyjaciółmi, żadnych wyjść w weekendy, wasi znajomi nie mogą również przychodzić tutaj. Będziecie mieli dużo czasu na przemyślenie swojego postępowania.
Tata wyszedł. Staliśmy z Danielem przez chwilę w ciszy, patrząc na siebie.
Dlaczego to powiedziałeś? – Spojrzałam na niego z wyrzutem. – Teraz będzie się obwiniał. Przecież to nie jego wina.
Jeżeli uzna mnie za straconego, będzie mu łatwiej pozwolić mi odejść – odpowiedział.
O czym ty mówisz?
Nie odpowiedział. Zamiast tego zamknął mnie w szczelnym uścisku.

Mojego brata nękało znacznie więcej problemów niż mogłam przypuszczać. Podejmował nieodpowiednie decyzje, by mnie chronić. I teraz nie liczyło się dla mnie nic innego, jak zdjąć z jego bark tą wielką odpowiedzialność.

Od autorki: cześć! Mam nadzieję, że ktoś tu jeszcze ze mną jest. Choć zaczynam w to wątpić.
W każdym razie, rozdział pojawił się szybciej niż przypuszczałam. Nie jest za długi. W sumie jest chyba najkrótszym jak dotąd rozdziałem. Jest to jeden z rozdziałów przejściowych. I od razu mówię, że kolejny również taki będzie.
Nie było w nim The Snipers, co zapewne was smuci, mnie również to smuci, ale obiecuję wam, że warto na nich poczekać! 
PISZCIE CO SĄDZICIE O ROZDZIALE W KOMENTARZACH. TO DLA MNIE BARDZO WAŻNE.
Dziękuję również osobą, które to czytają i komentują moje wypociny. Jesteście wspaniali!
A i jeszcze jedno. Z racji tego, że wakacje dobiegają końca i zaczyna się szkoła, chciałabym wam jak i sobie nieco osłodzić powrót do szkoły, dlatego 1 września pojawi się kolejny rozdział!
Więc do zobaczenia wkrótce!
Love y'all
Minette

Rozdział 20

                   OSTRZEGAM. ROZDZIAŁ NIE BYŁ SPRAWDZANY.

Trwałam w martwym punkcie. Nic się nie zmieniło, moje życie w ostatnim czasie było spokojne, nawet Daniel częściej przebywał w domu. Nie widziałam jego nowych przyjaciół i zaczynałam nabierać podejrzeć. Przeczucie, że coś musiało się stać stawało się coraz silniejsze, jednak gdy pytałam o to mojego brata, on wciąż powtarzał, że nic nowego w tej sprawie się nie pojawiło. Nie wierzyłam mu, ale nie drążyłam dalej tematu. Jeżeli myślał, że udało mu się mnie okłamać, to się mylił. Teraz rozpoznawałam jego każde kłamstwo.
I może właśnie tkwienie w martwym punkcie zmusiło mnie wzięcia spraw w swoje ręce. Nadal niewiele wiedziałam o The Snipers, więc postanowiłam to zmienić. Musiałam ich poznać, by mieć pewność, że mogę choć w najmniejszym stopniu im zaufać. Członkowie The Snipers nadal byli dla mnie zagadką, choć i tak już trochę się o nich dowiedziałam. W każdym razie moje wrodzona ciekawość i zawziętość nie pozwalały mi się zatrzymać.
Potrzebuję twojej pomocy.
Jake spojrzał na mnie zaskoczony i zmarszczył brwi. Siedzieliśmy przy naszym stoliku w stołówce, a ja wykorzystywałam chwilę, w której byliśmy sami. Reszta naszych przyjaciół jeszcze nie zjawiła się.
Jasne, ale o co chodzi?
Czy mógłbyś to zachować dla siebie? – spytałam najpierw. – Nie chcę, żeby ktoś inny się o tym dowiedział, a w szczególności Chloe. – Spojrzałam na niego, wyczekując jego reakcji.
W porządku. – Skinął głową. – Więc w czym rzecz?
Chcę, żebyś zabrał mnie na wyścigi.
Jake omal nie spadł z ławki. Gapił się na mnie z szeroko otwartymi oczami i szokiem wymalowanym na twarzy. Nie tego się spodziewał.
Posłuchaj – zaczęłam, widząc, że ma zamiar się nie zgodzić. – Koleś, od którego kupujesz towar prawdopodobnie ma jakiś związek z moim bratem. Muszę wiedzieć, o co w tym chodzi. Nie mogę pozwolić, żeby dalej sprzedawał narkotyki Danielowi. Nie mogę załatwić tego inaczej, muszę się z nim spotkać twarzą w twarz. – Naciągnęłam kilka faktów, ale nie dbałam o to. Nie mogłam mu powiedzieć prawdy. – Jake, proszę. Oprócz tego nic innego mi nie pozostało.
Wahał się. Ale nie mogłam go o to winić. Przecież miał zabrać mnie na nielegalne wyścigi, nie narażał tylko mnie, ale również siebie. Patrzył mi przez dłuższą chwilę w oczy.
Lepszego czasu wybrać nie mogłaś – mruknął i zaśmiał się ponuro. – Wyścigi są dziś wieczorem, godzinę temu dostałem cynk. – Zamilkł na chwilę i pokręcił z niedowierzaniem głową. – Nie ci będzie, ale tylko na chwilę. Spotkasz się z tym gościem i spadamy.


*


Nie sądziłam, że będę miała problemy z wyjściem z domu. Daniel był wyjątkowo podejrzliwy i wypytywał, gdzie się wybieram i z kim. Spokojnie wyjaśniłam mu, że jadę z Jakem do Chloe, ponieważ robimy razem projekt na angielski. Natomiast tata kazał mi uważać i wepchnął mi do ręki gaz pieprzowy. Byłam zaskoczona, ale ucieszyłam się, że mi go dał. Tata chodził ostatnio poddenerwowany i ciągle rozmawiał z kimś przez telefon. Nie udało się ustalić tożsamości osoby, która podpaliła mu samochód, a sprawa włamania do naszego domu wciąż nie była wyjaśniona. I mimo że nie tata nie powiedział tego na głos, coraz bardziej się obawiał, że mi i Danielowi grozi przez niego jakieś niebezpieczeństwo. Ale prawda była taka, że niebezpieczeństwo groziło nam już od dawna i to nie z jego powodu. I patrząc na zmęczony wyraz twarzy mojego rodzica, żałowałam, że nie mogłam mu niczego wyjaśnić.
A ty gdzieś się wybierasz? – Zmarszczyłam brwi, gdy Dan zeszedł na dół z zapakowanym plecakiem.
Skinął głową i udał zajętego, szukając czegoś w swoim telefonie.
Gdzie?
Daniel podniósł na mnie swoje brązowe oczy i westchnął.
Nocuję u chłopaków – oznajmił tylko. – Delilah? – zagadnął zanim wyszedł z domu. – Zrób coś dla mnie i nie wychodź dzisiaj z domu.
Okej. – Posłałam mu uspokajający uśmiech.
Kiedy zamknęły się za nim drzwi, schowałam twarz w dłoniach i wydałam z siebie cichy jęk. Daniel wcale nie miał zamiaru nocować u chłopaków. Był dziwnie poddenerwowany, a jego oczy błyszczały niezdrowym blaskiem. I wiedziałam jedno. Dzisiaj mój brat miał wziąć udział w nielegalnych wyścigach.
Poczułam ciężar na mojej klatce piersiowej, a tym ciężarem był strach o mojego brata. Wyścigi samochodowe nie były bezpieczne i ludzie często narażali w nich swoje życie. Najgorsze było jednak to, że Dan nie mógł się doczekać aż wyjdzie z domu i pojedzie w miejsce wyścigów, aż weźmie w nich udział.
Może też właśnie chciałam tam pojechać, by zobaczyć, czy Dan faktycznie bierze udział w wyścigach. Nie mogłam w to uwierzyć, nawet jeżeli Calum i Xavier sami mi powiedzieli o jego udziale.


*


Delilah, masz się trzymać blisko mnie – powiedział Jake. Zabrał głos pierwszy raz odkąd wsiadłam do jego samochodu dwadzieścia minut temu. – Kręci się tam masa podejrzanych typów i innych popaprańców.
Ilu osób jest zazwyczaj na takich wyścigach?
Nie umiem dokładnie powiedzieć, ale prawie tyle, ile na koncercie One Direction. – Zaśmiał się i swoim żartem rozładował nieco moje nerwy.
Jake kierował się na wschód, w stronę miasta, w której prawie nie bywałam i której prawie nie znałam. Wysokie budynki zaczęły ustępować małym domom, sklepom i barom. Rozglądałam się zaciekawiona, ponieważ na ulicy nie było żywej duszy. Na ulicy znów stał żółty znak, który informował, że droga jest zamknięta. Identyczny znak widziałam z Chloe, gdy jechałyśmy do domu Lucasa Hemmingsa.
Z czasem nawet i małe domki zaczęły ustępować miejsca wolnym przestrzenią. Mimo że było ciemno, wydawało mi się, że znałam tą okolicę. Dopiero po kilku minutach jazdy zorientowałam się, że jedziemy w tym samym kierunku, w którym jechałam z Lukiem kilka dni temu.
Wyścigi są w opuszczonym porcie? – spytałam zaskoczona.
Nie. – Jake pokręcił głową. – Ale niedaleko niego.
Jak przebiega trasa wyścigów?
Nigdy do końca nie wiadomo. Uczestnicy dowiadują się o trasie dopiero przed rozpoczęciem wyścigów. Może przebiegać dosłownie wszędzie. Choć dzisiaj chyba będzie skrócona, przynajmniej tak mi się wydaje. Na ostatnich wyścigach pojawiły się gliny i teraz uczestnicy muszą być ostrożniejsi.
Zmarszczyłam brwi, skonsternowana. Calum powiedział mi, że policja nie ma pojęcia o nielegalnych wyścigach i nigdy nie udało się ich zlokalizować. Jednak skoro policja znalazła miejsce ostatnich wyścigów, to oznaczało, że The Snipers wcale nie mieli takiej kontroli nad miastem jak się im wydawało. Ale dlaczego Calum okłamał mnie w tej sprawie? Czy to była kolejna rzecz, o której nie wolno było mu mi opowiedzieć?
Myślisz, że teraz też się pojawią?
Nie mam pojęcia, to mało prawdopodobne, ale podobno ktoś jest kapusiem i donosi policji o wyścigach.
Skąd to wiesz? – Byłam coraz bardziej zdezorientowana. – Byłeś na ostatnich wyścigach?
Tak, ale na szczęście zwinąłem się stamtąd przed przyjazdem policji. Ale już wcześniej Max mówił coś o kolesiach, którzy są nowi i węszą w mieście.
Max? – Czułam się jak idiotka, ponieważ nie miałam bladego pojęcia o czym w ogóle mówił Jake.
Diler, do którego jedziemy – wyjaśnił. – Ma trochę nierówno pod sufitem, ale jest dobrym źródłem informacji, wie o wszystkim co dzieje się w mieście.
Skoro wie o wszystkim, to znaczy, że pewnie pracuje dla The Snipers. Możliwe, że jest ich informatorem, co oznaczałoby, że wie o nich naprawdę wiele i mógłby mi powiedzieć wiele ciekawych rzeczy. Oczywiście, pewnie nie zrobi tego z dobroci swojego serca, ale byłam na to przygotowana. Zamierzałam go przekupić i wyciągnąć z niego wszystkie istotne informacje, na których mi zależało.
Im byliśmy bliżej miejsca wyścigów, tym więcej pojawiało się wokół nas samochodów i motocyklów. Spoglądałam przez okno i starałam się opanować swój strach przed tym miejscem. Patrząc na czarne motocykle przypomniałam sobie spotkanie z nimi między kamienicami. Dokładnie pamiętałam wzrok jakim obrzucił mnie ich przywódca, kiedy usłyszał moje imię. Drżałam na samą myśl o tym, że mogłam go tu spotkać.
Trzymaj się blisko mnie – nakazał mi Jake. Zatrzymał samochód i spojrzał mi prosto w oczy. – Z nikim nie rozmawiaj, nie nawiązuj kontaktu wzrokowego, nie reaguj na zaczepki.
Skinęłam głową. Nie miałam najmniejszej ochoty na którąkolwiek z tych rzeczy.
Jake zaparkował swój samochód gdzieś na uboczu. Nie było tutaj żadnych lamp, otaczała nas ciemność, ale w oddali było widać błyskające światła reflektorów innych samochodów. To dzięki nim mogłam zobaczyć wielki hangar, który znajdował się kilkadziesiąt metrów przed nami. Był ogromny, większy od tego, który pokazał mi Luke. Po lewej stronie od hangaru rozciągała się mała zatoka, księżyc odbijał się w jej wodzie.
Czy to pas startowy? – Zmrużyłam oczy, spoglądając w prawo od hangaru.
Tak – mruknął Jake. – Kiedyś było tu lotnisko, kiedy jeszcze porty w tej części miasta funkcjonowały. Ten teren jest nieużywany już od kilku lat, nie licząc oczywiście wyścigów.
Zbliżaliśmy się do wielkiego budynku. Rozglądałam się w tłumie, przez mrok nie mogłam zobaczyć wyraźnie twarzy innych ludzi. Jednak doskonale słyszałam urywki ich rozmów. Ktoś wspomniał o sędzi w tych wyścigach, ktoś inny o narkotykach, ktoś jeszcze inny o seksie. Przepychając się razem z Jakem przez tłum podejrzanych typów, moich uszy dobiegł kilka razy głośny gwizd, nietaktowne komentarze i kilka przekleństw. Złapałam Jake'a za dłoń, żeby dodać sobie otuchy. To miejsce wzbudziło we mnie same straszne wspomnienia.
Trochę odstajesz od towarzystwa – mruknął Parker, kiedy znaleźliśmy się na uboczu, z dala od innych ludzi.
Zmarszczyłam brwi, nie wiedząc, co miał na myśli.
Nie mogłaś założyć czegoś innego? – Uśmiechnął się półgębkiem.
Miał rację. Większość ludzi tutaj była ubrana na czarno, fioletowo lub bordowo. Mieli podarte spodnie, koszulki, skórzane kurtki z mnóstwem ćwieków lub innych gwoździ. Dziewczyny były ubrane skąpo i wyzywająco, kiedy ja miałam na sobie szary sweterek z mopsem, a spod niego wystawał żółty kołnierzyk koszuli. Moja bordowa spódniczka pasowała bardziej do studentki prestiżowej uczelni niż uczestniczki nielegalnych wyścigów. Przynajmniej Jake był ubrany bardziej odpowiednio. Czarna koszulka, czarne przetarte jeansy i czarna czapka.
Mogłeś mi powiedzieć. – Wywróciłam oczami. – Może nie rzucą się na mnie z powodu mojej słodkiej bluzki.
Chciałbym w to wierzyć. – Wzruszył ramionami i pociągnął mnie w stronę lotniska. – Większość z tych napalonych kolesi tylko czeka na taką grzeczną dziewczynkę jak ty.
Poczułam mdłości. Brzydziłam się tymi ludźmi, a w szczególności facetami, którzy patrzyli na mnie tylko pod względem seksualnym. Słowa Jake'a znów przywołały w mojej głowie atak bolesnych wspomnień, ale nie mogłam go za to winić. On o niczym nie wiedział, nie miał pojęcia, jak bardzo bałam się tego miejsca.
Skąd w ogóle wiesz, gdzie szukać tego całego Maxa? – Zmieniłam temat.
Takie szumowiny jak on kręcą się zawsze najbliżej najważniejszych ludzi na wyścigach – odpowiedział. – Pewnie szlaja się gdzieś koło Xaviera Smitha i jego bandy.
Zachłysnęłam się powietrzem. Nie sądziłam, że Jake wie o Xavierze i o jego przyjaciołach, ale najwidoczniej wiedział to i owo. Ciekawiło mnie również, czy znał ich pod nazwą The Snipers, ale wolałam o to nie pytać.
Chodź, widzę go.
Max faktycznie wyglądał na szumowinę. Był wysokim chudzielcem z czupryną czarnych włosów na głowie. Jego ubrania były za duże i niechlujne. Kiedy spojrzał mi w oczy, ponownie poczułam mdłości. Jego niebieskie oczy były czujne, obserwowały mnie uważnie, błyszczały nieposkromionym blaskiem. Uśmiechał się do mnie pyszałkowato.
Dawno cię nie widziałem, Parker – powiedział. – To co zawsze? – spytał i sięgnął do kieszeni swojej kurtki.
Nie. Przyszliśmy w innej sprawie. – Jake zerknął na mnie kątem oka.
Max przeniósł swój ciekawski wzrok znów na mnie, gdy usłyszał, że Jake wyraził się w liczbie mnogiej.
Czym mogę ci służyć, kochanie? Mam tu wszystko, czego zapragniesz. Pewnie potrzebujesz pomocy w nauce, zgadłem? – Jego uśmiech budził we mnie odrazę. – Amfetamina zawsze pomaga.
Nie chcę od ciebie narkotyków – sapnęłam zniecierpliwiona.
Diler przekrzywił głowę na bok, zaciekawiony. Kiwnął głową, dając mi znak, żebym kontynuowała. Miałam ochotę uciec od niego gdzie pieprz rośnie, ale stojący obok mnie Jake dodawał mi odwagi.
Chciałabym z tobą porozmawiać – zaczęłam. – Na osobności. – Nie to Jake miał w planach, ale nie chciałam, żeby słyszał jak rozmawiam z Maxem o The Snipers.
Delilah – mruknął Parker. – Nie taka była umowa.
Będę w zasięgu twojego wzroku, daj mi pięć minut. – Spojrzałam na niego hardo. Nie zamierzałam ustąpić, a Jake to zauważył, bo westchnął i odszedł kilka metrów dalej.
Max spojrzał na mnie rozbawiony i zapytał.
Więc o co chodzi?
O The Snipers.
Chłopak podrapał się po brodzie w zamyśleniu i zmarszczył brwi.
Hm... Nie słyszałem o nich.
Westchnęłam ciężko. Spodziewałam się, że tak będzie, więc wyciągnęłam z torebki banknot pięćdziesięciodolarowy i podałam mu go.
Ach, no tak! The Snipers, oczywiście, że ich znam. Co chcesz wiedzieć o nich, złotko?
Czy to prawda, że to oni organizują te wyścigi?
Max skinął głową i spojrzał przed siebie. Uśmiechnął się szeroko. Najwyraźniej ucieszyło go to, co zobaczył.
Chodź – powiedział do mnie. – Za chwilę startują.
Skinęłam na Jake'a głową, żeby ruszył za nami. Nie zamierzałam zostać z Maxem sam na sam. Mimo że wyglądał na słabeusza i niezdarę, w rzeczywistości poruszał się szybko i zwinnie, co mogłam zauważyć, kiedy wymijał ludzi, by dotrzeć jak najbliżej miejsca startu. Przepychałam się za nim przez tłum dzikich nastolatków i nie tylko, było tu też pełno dorosłych osób.
Linia startu była odgrodzona metalowymi barierkami i ku mojemu zdziwieniu nikt ich nie taranował, ani nie próbował przeskoczyć. Ludzie opierali się o nie i przyglądali się pięciu samochodom ustawionym w jednej linii kilka metrów od nas. Koło aut kręciło się sporo ludzi, ktoś podawał kierowcom napoje, jeszcze ktoś inny przeglądał koła, ktoś grzebał pod maską jednego czerwonego samochodu.
Czy to...?
Tak, złotko. To słynne The Snipers.
Otworzyłam szerzej oczy. Doskonale widziałam niebieskie włosy Michaela, które odcinały się od panującego tutaj mroku. Usłyszałam kilka głośnych przekleństw Caluma, nie mogłabym pomylić jego głosu z innym. A na koniec zobaczyłam jak Ashton klepie mojego brata po ramieniu, a następnie ten wsiada do owego czerwonego samochodu, w którym wcześniej grzebał Mike. Obserwowałam ich uważnie, nie mogąc uwierzyć własnym oczom. Daniel zasiadł za kierownicą z szerokim uśmiechem na twarzy, krzyknął coś do kierowcy obok, ale nie usłyszałam dokładnie jego słów. Wyglądał na podekscytowanego.
Jak przebiega trasa dzisiejszych wyścigów? – spytałam. Denerwowałam się, patrząc na mojego brata. Bałam się o niego.
Dzisiaj nic specjalnego. – Cmoknął Max ze znudzeniem. – Do końca pasa startowego, mały drift i z powrotem. Chociaż będą mogli rozwinąć niezłą prędkość, pewnie ktoś wypadnie z toru. – Wzruszył ramionami, oglądając się za jakąś dziewczyną. – Może poleje się krew.
Nadal gapiłam się na samochód, w którym siedział mój brat i modliłam się o to, żeby zaraz wysiadł, a jego miejsce zajął ktoś inny. Choć Max powiedział, że dzisiejsza trasa to nic specjalnego, ja tak nie uważałam.
Jakieś zasady? – Spojrzałam na niego z nadzieją.
Tu nie obowiązują żadne zasady, złotko. Wygrana w wyścigach zapewnia ci sławę i kupę forsy. Ludzie zabijają dla tej nagrody. I nie, złotko, to nie metafora. – Położył mi dłoń na ramieniu i odsłonił swoje zęby w szerokim uśmiechu. On z tych wyścigów czerpał przyjemność, kiedy inni na torze rozgrywało się prawdziwe piekło. – Ja obstawiam, że ten nowy z The Snipers wypadnie pierwszy. Raz mu się poszczęściło, a oni od razu dają mu kluczyki.
Złapałam się barierki, żeby nie upaść. Na szczęście Max nie zwracał na mnie uwagi i nie mógł zauważyć, że pobladłam i zaczęłam dygotać.
No wreszcie – burknął chudzielec, kiedy jakaś skąpo ubrana dziewczyna wyszła na tor i stanęła kilka metrów przed samochodami. – Pokażcie na co was stać, misiaczki.
Obrzuciłam spojrzeniem Michaela i Caluma, którzy odchodzili od auta, w którym siedział Daniel. Spanikowana zaczęłam rozglądać się po torze, ale nic nie wskazywało na to, żeby ktoś miał zastąpić mojego brata. To on miał wziąć udział w tym niebezpiecznym starciu.
Powarkiwania silników stawały się coraz głośniejsze i bardziej niecierpliwe. Każdy kierowca palił się do wyścigów. Więc kiedy dziewczyna machnęła czarną chustką, wszyscy na tą komendę ruszyli z miejsc i pognali przed siebie. Ludzie wydali okrzyk radości i podekscytowania, ktoś obstawiał zwycięzcę, ktoś przyjmował zakłady. Żaden z nich nie brał pod uwagę mojego brata.
Więc. – Max po kilku chwilach przeniósł swoje niebieskie oczy na mnie. Czekał na kolejne pytanie.
Ilu jest członków The Snipers? – Zadałam pierwsze pytanie jakie przyszło mi do głowy.
Kilkunastu. – Wzruszył ramionami. – Liczba się waha.
Liczba się waha – powtórzyłam cicho, nie mogąc przyswoić tych słów.
Tak, złotko. Chyba wiesz, co mam na myśli. – Oparł się łokciami o barierki i patrzył przed siebie. – Wszyscy wiemy, czym oni się zajmują, ale każdy udaje, że jest inaczej. Zresztą, tylko kretyn z nimi zadziera.
Jesteś jednym z nich?
Nie. – Pokręcił głową, rozbawiony. – Ja jestem neutralny i... otwarty na ciekawe propozycje. Widzisz, biznes to biznes, nie obchodzi mnie po czyjej stronie stoję, dla mnie liczy się zysk.
To jest jakaś inna strona? – Zmarszczyłam brwi.
Jesteś taka niewinna w swojej niewiedzy. – Westchnął teatralnie. – Złotko, The Snipers to nie jedyny gang w tej okolicy, ale to oni są najważniejsi.
Wpatrywałam się w tor, analizując jego słowa w głowie. Oczekiwałam na pojawienie się czerwonego samochodu, ale na razie go nie widziałam. Za to zauważyłam jak Ashton i Calum rozmawiają dosłownie kilka metrów ode mnie. Gdyby nie byli zajęci rozmową, pewnie w końcu by mnie dostrzegli, a na to nie mogłam sobie pozwolić. Oni nie mogli dowiedzieć się, że byłam na nielegalnych wyścigach.
Posłuchaj, złotko. Nie wiem, dlaczego o nich wypytujesz, ale to nie jest dobry pomysł. Nie lubią ludzi, którzy węszą. – Max przekręcił głowę na bok, przypatrując mi się. – Nie sądziłem, że nowi mają takie śliczne wtyczki.
Nie jestem żadną wtyczką – wycedziłam chłodno. – Tak się składa, że ja i The Snipers się znamy.
Tak właśnie myślałem – uśmiechnął się przebiegle. – Luke Hemmings gapi się na ciebie już od dawna. Wygląda jakby cię znał.
Zaschło mi w ustach i wstrzymałam oddech. Dyskretnie się rozejrzałam, szukając w tłumie znajomych blond włosów i aroganckiego uśmiechu, ale nigdzie nie wypatrzyłam Luke'a.
Gdzie on...?
Nie dokończyłam pytania, ponieważ z daleka dobiegły nas syreny policyjne, a dookoła mnie zapanował istny chaos. Wszyscy zaczęli uciekać w przeróżnych kierunkach, popychano mnie i przepychano na boki jak szmacianą lalkę. Straciłam z zasięgu wzroku Jake'a i Maxa. Obracałam się w tłumie, wołając Jake'a, ale przez hałas nie słyszałam własnego głosu. Kierowałam się wraz z tłumem, starając się uniknąć staranowania.
Jake! – Wrzasnęłam spanikowana, rozglądając się na boki. – Jake!
Powoli narastał we mnie strach. Znajdowałam się z dala od domu, między nieznanymi i niebezpiecznymi ludźmi, syreny policyjnie były coraz głośniejsze, a na wschodniej stronie hangaru odbijały się już niebieskie i czerwone światła radiowozów. Nie wiedziałam, gdzie mogłabym uciec lub gdzie mogłabym się schować. Biegłam wraz z tłumem, mając nadzieję, że jakimś cudem wybrnę z tej beznadziejnej sytuacji, a policja mnie nie złapie. Przed oczami widziałam twarz mojego taty, który dowiedział się, że policja znalazła jego córkę w miejscu nielegalnych wyścigów samochodowych.
Ludzie widząc, że policja jest coraz bliżej zaczęli taranować sobie brutalnie drogę, próbując jak najszybciej uciec. Ciągle ktoś na mnie wpadał, bez przerwy się o coś potykałam, ale mimo to jakoś parłam na przód. Kołowało mi się w głowie, oczy nie przyzwyczajone do ciemności wcale nie ułatwiały mi sprawy. Tak naprawdę byłam bezbronna i bez szansy na ucieczkę lub odnalezienie Jake'a. Zostałam tu sama zdana tylko na siebie.
Dobiegłam do jakiś magazynów, które znajdowały się za hangarem i skręciłam w jedną z uliczek między nimi. Widząc przed sobą kawałek wolnej przestrzeni pojawiła się w mnie nadzieja. Może jednak zdołam się stąd jakoś wydostać. Lecz kiedy tylko o tym pomyślałam, ktoś mnie popchnął, a ja upadłam na ziemię. Zacisnęłam oczy, bo zawroty głowy stały się jeszcze silniejsze.
Do jasnej cholery, Delilah! – Usłyszałam krzyk tuż nade mną. – Wstawaj!
Spojrzałam w górę i zamarłam. Lucas Hemmings stał nade mną z wściekłym wyrazem twarzy, jego oczy motały błyskawice i ciężko oddychał. Miałam wrażenie, że zaraz mnie kopnie w brzuch i odejdzie. Luke jednak tego nie zrobił, zamiast tego westchnął zniecierpliwiony i chwycił mnie za ramiona, pomagając mi wstać.
Musimy się stąd zwijać – powiedział. – Trzymaj się mnie.
Kiwnęłam głową zbyt oszołomiona, by cokolwiek powiedzieć i ruszyłam jego śladem. Przepychaliśmy się w przeciwnym kierunku niż reszta ludzi. Wydawało mi się to bez sensu, ale nic nie powiedziałam. Luke poruszał się szybciej niż ja. Musiałam biec, żeby na nim nadążyć, a on i tak pozostawał daleko w przodzie.
Luke! – Krzyknęłam. Straciłam go z oczu.
Dopiero po kilku chwilach zobaczyłam go przede mną. Stał i czekał aż go dogonię.
Nie zostawaj w tyle – warknął rozgniewany. – Nie mamy czasu.
Miał rację. Syreny policyjnie słychać było dosłownie z każdej strony. Światła jednego radiowozu zamigotały tuż za nami. Hemmings widząc to, przeklął głośno.
Umiesz biec jeszcze szybciej? – Spojrzał na mnie wyczekująco.
Skinęłam głową.
Dobrze – mruknął.
Poczułam szarpnięcie do przodu i zaczęłam biec. Zbiegliśmy z ulicy i skierowaliśmy się pomiędzy magazyny. Wyglądały przerażająco, ale nie miałam czasu na zaprzątanie sobie tym głowy. Skupiłam się na swoich nogach i na tym, żeby biec jak najszybciej i nadążyć za Lukiem. Jakimś cudem udało mi się dotrzymać mu kroku, była dosłownie kilka centymetrów za nim. Czułam się tak, jakby jakaś siła ciągnęła mnie przed siebie.
Uciekaliśmy między magazynami przez kilka minut. Nie miałam pojęcia, w którą stronę się kierowaliśmy, ale na pewno nie oddaliliśmy się znacznie od policji, ponieważ wciąż doskonale słyszałam wycie syren.
Luke nagle skręcił, a ja za nim. Przylgnęliśmy do ściany jednego z magazynu. Oddychaliśmy ciężko i głośno, czułam jak moje płuca kurczą się i rozkurczają, w desperacji wciągając powietrze. Brakowało mi tchu.
Gdzie jeste...
Luke przyłożył mi dłoń do ust, nie pozwalając mi dokończyć. Spojrzał mi w oczy i pokręcił przecząco głową. Dopiero po chwili zrozumiałam dlaczego tak się zachował. Rozejrzałam się dookoła i zauważyłam, że schowaliśmy się w alejce pomiędzy dwoma małymi magazynami. Kilka metrów od nas znajdowała się prostopadła ulica, którą za chwilę przejechał radiowóz. Jechał wolno, a jeden z policjantów świecił latarką, szukając uczestników wyścigów.
Zacisnęłam oczy i jeszcze mocniej przylgnęłam do ściany. Serce biło mi tak mocno, że byłam przekonana, że Luke mógł je usłyszeć. Modliłam się, żeby nas nie zauważono. Wizyta na komisariacie była ostatnią rzeczą, która była mi teraz potrzebna. I jakimś cudem moja modlitwa została wysłuchana, ponieważ radiowóz odjechał, a my pozostaliśmy niezauważeni.
Staliśmy w ciszy i opieraliśmy się o ścianę, czekając aż nasze oddechy się unormują. To, że trzymałam dłoń Luke'a zauważyłam dopiero wtedy, kiedy chłopak ją zabrał. Hemmings spojrzał mi w twarz, i mimo że nie widziałam dokładnie jego twarzy, wiedziałam, że malowała się na niej złość, a może nawet i furia.
Czy ty już do końca oszalałaś? – Mówił przyciszonym głosem, ale to wcale nie oznaczało, że jego ton głosu był delikatniejszy. – Po co tu przyszłaś?
Milczałam. To, że policja odjechała, nie oznaczało, że byłam bezpieczna. Stała twarzą w twarz w ciemnym zaułku z wściekłym Lukiem, który najchętniej pewnie dałby mi w twarz.
Rozglądałam się dookoła. Ta obskurna alejka przypominała mi bardzo inną uliczkę. Uliczkę, w której spotkało mnie wiele zła. Kilka metrów za mną stał śmietnik. Przypomniałam sobie, jak czołgałam się do niego, pamiętam, jak moja głowa w niego uderzyła. Pamiętałam ciemność, która mnie otaczała. Kiedy zamknęłam oczy, znów znalazłam się na przedmieściach Central Coast. Lecz gdy je otworzyłam, nadal tkwiłam w tym samym miejscu. Łzy napłynęły mi do oczu, a oddech przyśpieszył. Nie mogłam znaleźć się w tym miejscu ponownie. Słyszałam, że Luke mówił coś do mnie, ale nie dotarło do mnie ani jedno jego słowo. Byłam zbyt wstrząśnięta przeżywanym deja vu.
Zabierz mnie stąd – wyszeptałam tylko.
Nie wiem, co zobaczył Luke Hemmings, kiedy spojrzał mi w twarz, ale musiało go to przekonać do tego, by opuścić tą wstrętną uliczkę. Nie powiedział nic, tylko kiwnął na mnie głową i ruszył pierwszy w stronę ulicy. W milczeniu podążałam za nim, skupiając całą swoją uwagę na jego sylwetce. Próbowałam zająć myślisz wszystkim, tylko nie pojawiającymi się wspomnieniami. Na szczęście syreny policyjnie ucichły i nigdzie nie zauważyłam radiowozów, co oznaczało, że policja już pewnie odjechała. Zastanawiałam się, czy Jake'owi udało się przed nimi uciec. Uciekając przed radiowozem, kompletnie o nim zapomniałam. Ale gdy wzięłam telefon do ręki, spostrzegłam, że dzwonił do mnie niezliczoną ilość razy i wysłał mnóstwo wiadomości. Martwił się o mnie, więc czym prędzej odpisałam, że jestem bezpieczna(choć nie byłam tego pewna w stu procentach) i że mój znajomy odwiezie mnie do domu.
Nie pytałam Luke'a gdzie idziemy i co zamierza dalej zrobić. Włóczyłam za nim nogami, kompletnie wyczerpana ostatnimi wydarzeniami. Moje nerwy były w strzępkach, dawno mój organizm nie czuł tak dużej dawki adrenaliny. Może dlatego, że nigdy nie zdarzyło mi się uciekać przed policją. Albo dlatego, że nigdy nie brałam udziały w nielegalnych wyścigach. Lub dlatego, że nigdy wcześniej nie widziałam mojego brata, gdy się ścigał. Te wszystkie rzeczy były dla mnie nowe i nie wiedziałam jak na nie zareagować. W mojej głowie kołowało się tyle pytań, że nie wiedziałam, które zadać pierwsze.
Gdzie idziemy? – spytałam wreszcie. Bałam się odezwać, ale miałam dość tej napiętej ciszy.
Luke nie odpowiedział. Nawet nie drgnął. Po prostu szedł dalej.
Zirytowałam się. Dogoniłam go i ponowiłam pytanie.
Idziemy po mój pistolet, żeby mógł sobie strzelić w łeb – mruknął sarkastycznie.
Wywróciłam oczami, wzdychając ciężko.
A jak myślisz, Delilah? – Spojrzał na mnie zdenerwowany. – Idziemy po mój wóz, żebym odwiózł cię do domu.
Poczułam cień ulgi na myśl o powrocie do domu.
Ale najpierw chciałbym zapytać, co do kurwy nędzy tutaj robiłaś? – Jego niebieskie oczy wwiercały się we mnie. Zatrzymał się i skrzyżował ramiona na piersi.
Co chcesz usłyszeć? – Zmarszczyłam brwi. – Że znalazłam się tutaj przez przypadek? Oboje wiemy, że tak nie było, więc sądzę, że to pytanie jest zbędne. – Luke nadal stał w tym samym miejscu i patrzył na mnie uważnie, sprawiając, że nie mogłam poruszyć się nawet o milimetr. – Chciałam sprawdzić, czy to prawda, że Dan... – Nie musiałam kończyć.
Luke opuścił ramiona i wziął głęboki oddech.
Czy zdajesz sobie sprawę, że to nie jest miejsce dla ciebie? Wiesz, w co mogłaś się wpakować? – warczał na mnie, coraz bardziej się nakręcając. – Co ty sobie myślałaś? Że wejdziesz tu sobie i popatrzysz na wyścigi? Że bezkarnie będziesz mogła wypytywać tego dupka Maxa o nas i nasze sprawy?
Wcale nie pytałam go...
Przestań już z tą gadką. Nie jestem idiotą. Ty naprawdę nie zdajesz sobie sprawy, z kim masz do czynienia? Gdyby Ashton się o tym dowiedział, nawet nie próbowałby tego wyjaśnić, od razu by się sprzątnął. To rozwiązałoby sprawę. Sam chętnie czasem bym to zrobił. – Jego mina przyprawiła mnie o dreszcze na plecach. Niebieskie oczy były lodowate, ton głosu był szorstki i gniewny. – Nadwyrężyłaś naszą cierpliwość steki razy, dzisiaj znowu wystawiłaś ją na próbę. Jeżeli uważasz, że puszczę ci to płazem, to jesteś w błędzie.
I co? – Włożyłam wiele trudu, by mój głos nie zadrżał. – Sprzątniesz mnie?
Hemmings popatrzył na mnie tak, jakby rozważał tą opcję. Nie odzywał się przez chwilę, co tylko spotęgowało moje zdenerwowanie i niepewność. Byłam skazana na jego łaskę lub niełaskę. To od decydował, czy odwiezie mnie do domu, czy jednak zostawi tutaj na pastwę kryminalistów, ćpunów i zboczeńców.
Powiem o tym Danielowi – odparł po chwili namysłu. – Twój braciszek na pewno się ucieszy się, gdy dowie się, że jego siostrzyczka, dla której się naraża, szlaja się po takich miejscach.
A co miałam zrobić?! – wybuchłam. – Niczego o was nie wiem, nawet nie byłam pewna, czy Daniel naprawdę bierze udział w wyścigach. Musiałam się czegoś o was dowiedzieć, skoro wy wiecie o mnie wszystko.
Luke zignorował mnie i ruszył przed siebie. Miałam ochotę go uderzyć. Nie miał prawa mnie ignorować. Doprowadzał mnie do szału swoim szczeniackim zachowaniem. Tym, że pokazywał, że nic go nie obchodzi, że ma innych i ich uczucia gdzieś. Nie oczekiwałam, że się zaprzyjaźnimy, ale cały czas miałam wrażenie, że się mną brzydzi. Jakbym nie była kobietą, po tym, co mnie spotkało. Traktował mnie jak śmiecia lub problem, którego należy się pozbyć. Zachowywał się tak, jakby specjalnie chciał zrobić mi przykrość swoim zachowaniem. I znając go, pewnie tak było.
Liczysz na przeprosiny? – Prychnęłam.
Nie, Delilah. – Odwrócił się do mnie gwałtownie. – Liczę na to, że się wreszcie zamkniesz i dasz mi pomyśleć.
Nie wysilaj się, Einsteinie.
Przysięgam na Boga, zaraz cię tutaj zostawię. – Wzniósł oczy ku niebu. – Mam dość ratowania ci tyłka. Znajdź sobie innego księcia, księżniczko.
No to na co czekasz? – Wyrzuciłam ręce do góry. – Skoro masz mnie dosyć, to po co w ogóle się fatygowałeś, żeby mnie podnieść z tej głupiej ziemi?
Też chciałbym wiedzieć – mruknął tylko. – A teraz z łaski swojej, zamknij swoją pulchną buzię, bo jeszcze ktoś usłyszy twoje wrzaski.
Zmrużyłam oczy, wyzywając go w myślach od najgorszych rzeczy, jakie tylko przyszły mi na myśl. Luke posłał mi ostatnie ignoranckie spojrzenie i leniwym krokiem szedł przed siebie.
Miałam wrażenie, że droga powrotna była dwa razy dłuższa. Zbliżaliśmy się powolnie do wielkiego hangaru, który jeszcze godzinę temu tętnił życiem, a dookoła kręciło się mnóstwo ludzi. Teraz został tutaj jedynie bałagan i grobowa cisza.
Skąd masz zamiar wytrzasnąć swój samochód? – Wyśmiałam go. – Myślisz, że policja byłaby na tyle głupia, by go zostawić?
Tak się składa, że nie zostawiłem tutaj samochodu – odpowiedział sucho.
A niby co?
Ale Hemmings nie odpowiedział. Zniknął za hangarem, gdzieś w krzakach. Wolałam nie myśleć o tym, co tam robił. Za kilka chwil wyszedł stamtąd, ale nie sam. Prowadził okazały motocykl. Mimo że było ciemno mogłam dostrzec, że część karoserii była w kolorze żywej zieleni.
Gapiłam się na niego, marszcząc brwi.
Wsiadasz czy będziesz tak stała? – spytał Luke i uśmiechnął się z zadowoleniem. Wziął swój kolczyk między zęby i uniósł brwi do góry.
Podeszłam niepewnie do pojazdu. Nigdy nie jechałam na motocyklu i nie chciałam spróbować.
Gdzie mam usiąść?
Hemmings wybuchnął głośnym śmiechem, odrzucając głowę do tyłu. Musiałam chwilkę poczekać, żeby uzyskać odpowiedź.
O tutaj. – Poklepał małe czarne siedzisko, które znajdowało się kilka centymetrów nad tylnym kołem.
Przełknęłam głośno ślinę. Spróbowałam zadrzeć nogę i przerzucić ją przed siedzisko, ale moja spódniczka uniemożliwiała mi to. Była za ciasna.
Musisz ją podwinąć – zauważył Luke z aroganckim uśmieszkiem. – Chyba że wolisz wracać pieszo – dodał, wzruszając ramionami. Czerpał niemałą przyjemność z mojego zmieszania i strachu przed tym diabelstwem.
Podciągnęłam moją wąską spódniczkę nieco wyżej, tak, by nie ograniczała mi za bardzo ruchów nogami. Jednak mimo to nie udało mi się usiąść na siedzisku.
Okej, okej – zarechotał Luke. – Najpierw ja muszę usiąść, dopiero później ty.
Wzięłam głęboki oddech, kiedy dotarło do mnie, że zrobił to wszystko specjalnie, żeby się tylko ze mnie ponabijać.
Jesteś dupkiem, Hemmings – burknęłam.
I twoją jedyną podwózką do domu – wtrącił, nadal się śmiejąc. – Wiesz rusz swój tyłek i wskakuj, zanim zmienię zdanie.
Spróbowałam po raz kolejny i po raz kolejny mi się nie udało.
Możesz się mnie przytrzymać, Marshall, nie ugryzę cię. – Mrugnął do mnie. – W każdym razie, nie tutaj i nie teraz.
Nie śmieszą mnie sprośnie żarty, więc sobie daruj – powiedziałam sucho.
Złapałam go za ramiona i przerzuciłam prawą nogę przez motocykl. Tym razem mi się udało i usiadłam na małym siedzisku na samym tyle motocyklu.
Trzymaj się mnie – nakazał i odpalił silnik.
A jak spadnę? – Przez mój głos przebiła się panika.
Trzymaj się tak, żeby nie spaść.
Nie musiał powtarzać mi dwa razy. Objęłam go w pasie ramionami i napięłam wszystkie mięśnie, szykując się na swoją pierwszą w życiu jazdę motocyklem. Moje serce łomotało ze strachu już po raz dziesiąty dzisiejszego wieczoru.
A kask?! – wrzasnęłam, ale było już za późno.
Luke ruszył z miejsca, a ja poczułam silne szarpnięcie do tyłu. Przylgnęłam do pleców Hemmingsa, zaciskając mocno oczy i oddychając głęboko. Zimny wiatr targał mi włosy i chłostał policzki i nogi. W uszach szumiało mi przez prędkość. Nie musiałam otwierać oczu, żeby wiedzieć, że pruliśmy ulicami Sydney z prędkością, która na pewno nie była dozwolona. Kilka razy motocykl przechylał się to na lewa stronę, to na prawą, a ja za każdym razem wydawałam z siebie okrzyk przerażenia. I za każdym razem czułam jak ciało Luke trzęsie się, targane salwami śmiechu.
Po jakimś czasie motocykl zwolnił, a wiatr nie uderzał już tak brutalnie o moją twarz. Odważyłam się na to, by otworzyć oczy i okazało się, że jesteśmy kilka przecznic od mojej ulicy. Przyglądałam się mijanym przez nas budynkom i miejscom z małym zachwytem. Teraz, kiedy Luke zwolnił jazda stała się trochę przyjemniejsza i przestałam się trząść ze strachu o własne życie.
Gdy Luke zaparkował pod moim domem, odetchnęłam z ulgą. Znieruchomieliśmy na jego motocyklu. Naprawdę chciałam go już puścić i pójść czym prędzej do domu. Ale nie mogłam. Nie mogłam się poruszyć, moje ręce były ociężałe. Zbyt dużo adrenaliny jak na jeden wieczór.
Delilah – mruknął Luke. Nie odpowiedziałam, więc złapał moje dłonie zaciśnięte w pięści i delikatnie rozprostował mi palce. – Nigdy nie pomyślałbym, że nieustraszona Delilah Marshall boi się motocyklów.
Zamknij się – wyszczękałam zębami. Trzęsłam się z nadmiaru emocji i zimna.
Luke zdjął z siebie moje ramiona, kręcąc głową. Wzięłam głęboki oddech i zsunęłam się z motocyklu. Moje nogi były jak z waty, a kolana się trzęsły. Musiałam włożyć wiele wysiłku w to, żeby ustać normalnie na nogach.
Stałam przez chwilę, patrząc Lukowi w twarz.
Nie mów im o tym, że byłam na wyścigach – odparłam cicho. – Szczególnie Danielowi.
Czułam się idiotycznie prosząc go o coś, ale nie miałam wyjścia. Nie mogłam pozwolić, żeby reszta The Snipers dowiedziała się, że próbowałam węszyć w sprawie ich gangu.
Dlaczego nie mogłaś nas zapytać wprost? – spytał Luke, marszcząc brwi. Przeczesał dłonią potargane przez wiatr blond włosy i spojrzał na mnie uważnie.
Nikt by mi nie odpowiedział.
Nie spróbowałaś.
Westchnęłam cicho.
Nie wywijaj więcej takich numerów. Nie zawsze zdążę uratować twój tyłek.
Wiem... i... dziękuję, Luke.
Luke pierwszy raz uśmiechnął się do mnie szczerym, szerokim, pięknym uśmiechem, pozbawionym arogancji, sarkazmu i fałszu. Pierwszy raz zobaczyłam jego prawdziwy uśmiech i stwierdziłam, że był najpiękniejszy ze wszystkich uśmiechów, które mi posłał.
Naprawdę jesteś bipolarny – dodałam, kręcąc głową.

Kolorowych snów, Delilah. – Usłyszałam jeszcze, zanim zniknęłam za furtką.

Od Autorki: witam was, kochani. I od razu przepraszam, że tak długo nie było rozdziału. Myślałam, że w wakacje nadrobię trochę pisanie rozdziałów, ale znalazłam pracę, do tego wciąż się uczę, bo od września zaczynam klasę maturalną i nie mogę zawalić tej klasy ani matury. Sami rozumiecie. Mój grafik dnia jest napięty i często nie mam już siły na napisanie czegokolwiek. Dlatego tworzenie tego rozdziału zajęło mi tak dużo czasu. Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie i mi wybaczycie. Jeszcze raz bardzo was przepraszam, liczę na to, że ktoś tu jeszcze ze mną został.
Teraz przejdźmy do rozdziału. Mimo że namęczyłam się nad nim strasznie, jestem z niego bardzo zadowolona i lubię go. Szczególnie sceny między Dee a Lukiem. choć muszę przyznać, że sceny z nimi wymagają ode mnie najwięcej pracy i najtrudniej mi się je pisze, ale mam nadzieję, że nie widać tego tak bardzo. 
Co sądzicie o rozdziale 20? Podoba wam się? Jak odczucia po wyścigach? Jak po scenach z Dee i Lukiem? Piszcie w komentarzach!
Chciałabym jeszcze na koniec wam podziękować gorąco za wszystkie komentarze tutaj i na wattpadzie, za wejścia, za waszą cierpliwość do mnie, za wyrozumiałość. Jesteście kochani! I jeszcze raz jedno wielkie DZIĘKUJĘ WAM.
Nadal proszę o choć najmniejszy komentarz. Strasznie mnie to motywuje do dalszego pisania. Jeśli macie jakieś pytania, uwagi, pomysły - śmiało!
Do następnego (oby pojawił się jak najszybciej!).
Love y'all!
Minette

Layout by Neva